Nowy członek rodziny <3

Chciałabym Wam przedstawić kogoś wyjątkowego – 5cio letniego kasztana o imieniu Chenaro – który w tym tygodniu zawitał w naszej stajni. Kasztan dołączył do moich dwóch gniadoszków, aby pomóc mi osiągnąć marzenia sportowe/jeździeckie w nadchodzących sezonach.

Czarek – bo taką ksywkę już mu nadałam – przez parę dni zapoznawał się z nowym miejscem i głównie spacerował. Dziś wreszcie nadszedł dzień zapoznania się z kasztanem z siodła, w związku z czym był to jedynie trening zapoznawczy. Nie miałam okazji wcześniej na nim jeździć, dlatego moje wrażenia opisuję na gorąco!

Pierwsze co wpadło mi do głowy gdy wsiadłam na Czarka była myśl: „Jakie on ma małe uszy!” :P I rzeczywiście kontrast jest ogromny w stosunku np. do Sojuza, który ma je gigantyczne, a zresztą również i do Timona- ten z kolei ma strasznie je owłosione :P Oczywiście wiadomo, że musimy się jeszcze poznać, ale tak na pierwszy rzut oka ten młody kasztanek wydaje się być bardzo przyjemnym konisiem. Z tego co zauważyłam Chenaro jest równie milusiński jak Scotty (chyba, że chodziło mu o marchewkę :P), ale za to sprawia wrażenie spokojniejszego od Scottiego.

Co do samej jazdy już od momentu wsiąścia na tego konia czułam jak fajnie pcha się zadem, ponadto ma jeszcze bardzo długi wykrok co razem daje wrażenie jakby plastyczności i płynności chodów. Na początku troszkę się spinał, na szczęście po galopie udało mi się kucyka sprowokować do zejścia głową na dół. Czarek jest bardzo dobrze ujeżdżony potrafi robić łopatki, trawersy, ustępowania, co prawda był jeżdżony trochę inną techniką, więc zarówno ja jak i on będziemy się musieli do siebie dopasować, ale punkt startowy wydaje się bardzo dobry. Tym co zapamiętałam najbardziej z naszej wspólnej jazdy było galop. Mogę śmiało stwierdzić, że jest to najlepszy galop jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Przez to, że Chenaro tak pcha się zadem, każda fula wydaje się tak lekka, jak gdyby się wręcz leciało :D

Po galopach myślałam, że będzie to już koniec jazdy, szczególnie że miałam na sobie siodło ujeżdżeniowe, więc nie dało się zbytnio nic więcej zrobić… a jednak było to możliwe. Pan Łukasz bardzo chciał żebym doświadczyła skoków na Czarku jeszcze tego samego wieczora, więc ustawił mi krzyżaczek, który stopniowo podwyższał aż do stacjonaty koło metra. Muszę przyznać, że było tak jak mówił Trenejro. Gdy dojeżdżałam równym tempem nie przyśpieszając ani trochę kucyka – skakał wręcz sam. Zaimponował mi też swoim refleksem i samoinicjatywą- nawet jeżeli odległość nie pasowała odbicie się z piątej nogi nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Co do samego uczucia w skoku- ciężko mi ocenić ponieważ podczas tej jazdy bardziej skupiałam się na tym, żeby utrzymać się w siodle (nie polecam skakać w siodle ujeżdżeniowym) niż na ocenie konia. Jednak udało mi się zauważyć, że kucyk jest silny, ładnie baskiluje i czasami umie tak poprawić zadem, że człowieka aż wyrzuca :P

Jako niespodziankę mam dla Was film z tego naszego pierwszego zapoznania. A ponieważ w życiu nie mogą być same przyjemności, muszę teraz iść się uczyć geografii. Dajcie znać jak Wam się podoba mój nowy kucyś?

Komentarze

43

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.