I oto nadchodzi koniec zgrupowania w Parchowie, podczas którego musiałam walczyć o każdy kawałek zasięgu telefonicznego, o internecie nie wspomnę… Tym właśnie tłumaczę się przed Wami z braku wpisów na blogu…
Jutro już wyjeżdżamy do Sopotu. Jak to szybko minęło! W Parchowie znajduje się przepiękny ośrodek szczególnie dla osób które chcą spędzić wakacje ze swoim koniem!
http://www.kjnadstropna.pl/stajnia.html
Ośrodek jest niewielki, składa się z dwupiętrowego domu (na górze kuchnia i jadalnia, a na parterze nasze pokoje) połączony z jedenastokonną stajnią i halą.
Bardzo mi się tutaj podoba ponieważ to miejsce jest otoczone polami i łąkami- piękne widoki! Dodatkowo teren na którym został wybudowany składa się głównie z pagórków, wyobraźcie sobie widok- całe zielone pola z kępkami drzew, widocznymi co rusz stawami i jeziorami, łąki po których biegają sobie konie… Cudo :D.
Odnośnie całej reszty też jest super. Jedzenie jest robione przez samego właściciela i jego córkę, pokoje luksusowe, w każdym z nich mamy telewizor, do tego znalazłyśmy program ClassHorse, stacja gdzie 24 h na dobę pokazują tylko konie (co prawda mówią po włosku, ale nam to nie przeszkadza :P).
Skoro już mowa o koniach nasze konie też są dopieszczone! Stajnie chłodne, boksy przestronne, jest myjka razem z solarium, a co mnie najbardziej ucieszyło- mamy do dyspozycji ogromniasty padok na który prawie codziennie wypuszczałam Timsona :). Jedynym minusem jest brak internetu, teraz udało mi się jakiś skombinować dzięki czemu mogę coś wreszcie powiesić z komputera, a nie tylko z komórki.
Oprócz indywidualnych jazd z Mistrzem Łukaszem całe towarzystwo ma jeszcze wiele innych atrakcji- wyjazdy nad jezioro, do miasta, ogniska, zabawy terenowe i inne…
Ostatnio zorganizowano też przejażdżkę powozem, tyle, że były z tym pewne problemy. Miałam nadzieję, że uda mi się powiesić film z tej przygody, ale niestety, za wolny internet…
Przygoda polegała na tym, że gdy już zaprzężono dwa siwki do bryczki i udało się zajechać końmi na plac, powóz stanął, wszyscy wsiedli i…. nie dało się ruszyć. Natalia (córka właściciela) mówiła, że już jej się wcześniej zdarzyło, że te dwa siwki nie chciały ruszyć, było to… na ślubie! Zajechała po parę młodą pod kościołem, zatrzymała konie żeby ludzie mogli wejść… i tak już została. Całą godzinę namawiali konie, żeby łaskawie ruszyły, a do tego działo się to na ulicy, więc jeszcze mieli wielką widownię w postaci tworzącego się ciągu samochodów za nimi ! :P
U nas skończyło się na pchaniu bryczki przez pasażerki i dzikim biegu by dogonić ją jak już konie ruszyły z kopyta :P Na szczęście w miarę jak jechaliśmy coraz dłużej, siwki się wkręcały i już podczas drogi, gdy była konieczność zatrzymania się, udawało się z powrotem ruszyć. Niestety ja miałam jeszcze dodatkową porcję emocji ponieważ po powrocie okazało się że gdzieś zniknął mój telefon. Po długich rozkminach, wszystko wskazywało na to, że wypadł mi gdzieś podczas jazdy dorożką, więc byłam zmuszona przejechać całą trasę ponownie rowerem. Dopiero po powrocie zobaczyłam, że leży w piachu na placu! Nieźle najadłam się strachu!
W czwartek mieliśmy też okazję poznać mroczną historię o drewnianym domu pod lasem, gdzie straszy. Mieszka tam tak zwana „Biała Dama”, ale to w następnym wpisie :P
TBC













Komentarze
asia
Czekam na ciąg dalszy przygód :)
Zoja
Opisz przygodę ze swoimi końmi? Chodzi mi o kolejnośc (?) nieważne jak to brzmi ;p, w jakiej je miałaś.