Pierwszy trening krosowy w tym roku :)

W związku z bliskimi zawodami wkkw w Strzegomiu we wtorek cały dzień został poświęcony na trening krosowy. Niby pojechałyśmy z Panią Kasią tylko do Starej Miłosnej (niecałe 50km), ale razem zajęło nam to wszystko prawie 8 godzin! Żeby nie było że narzekam – ominęłam szkołę więc nie mogę :P, ale też bardzo dobrze mi (i Donkowi) się skakało. Tak jak na zawodach w Warce widać było, że nie jest w pełni formy tak wczoraj po prostu fruwał :)

Obskakaliśmy prawie wszystkie przeszkody potencjalnie mogące się znaleźć w 1* i w klasie P. Wąskie fronty, szwedy, hyrdy, wodę i bankiety wręcz połykał. Mieliśmy jedynie drobny problem z tym przeklętym rowem, na którym miałam wyłamania podczas el. do OOM w zeszłym roku, ale nie wiem czy to przypadkiem nie było bardziej spowodowane moim strachem niż jego. W końcu pokonaliśmy tą przeszkodę a następnie skoczyliśmy ją jeszcze w szeregu z hyrdą. Tym razem stworzyłyśmy sobie też pewną kombinację, co jak się okazało było dla mnie wyzwaniem. Otóż wjeżdżało się na wał na szczycie skakało się stacjonatę, potem trzeba było zeskoczyć z dwóch bankietów jakby na skok wyskok. Do tego dodałyśmy sobie jeszcze wąski front po łuku w lewo. Za pierwszym razem nie udało mi się trafić w wąski front ponieważ miałam za małe oparcie w strzemionach przy zeskoku przez co wysunęły mi się wodze i nie mogłam już naprowadzić Donka. Najeżdzałam na tą kombinację jeszcze kilka razy ponieważ raz nie miałam Donka na zewnętrznej wodzy przez co wypadał łopatką i spływał, albo wychodziłam przed konia . Przy takich zeskokach jest ciężko utrzymać równowagę i cały czas mieć konia po kontrolą, a do tego dochodzi jeszcze umiejętność orientacji. W takich kombinacjach przeszkody pojawiają się bardzo szybko przez co trzeba szybko reagować i podejmować decyzje. Przy najeździe na takie wąskie przeszkody bardzo pomaga stosowanie tzw. lejka albo korytarza, czyli rozszerzania rąk tak by pysk konia był grotem strzały, której ścianami są wodze. Ogranicza to koniowi ruchy na boki, a razem z wspomaganiem łydki jakby pokazuje korytarz którym koń ma się poruszać. Dzięki tej technice unika się ciągnięcia konia za pysk i usztywniania się jeźdźca, a daje o wiele lepsze efekty.  Bardzo ważna jest także tzw. „oh-shit position”, czyli pozycja w której ma się mocne oparcie w strzemionach, z nogami zapartymi z przodu i odchylonym tułowiem- pozycja na kryzysowe sytuacje ;)

Z kolei dzisiaj zajęłyśmy się czworobokami (po raz pierwszy od przed testów gimnazjalnych). Muszę przyznać, że nawet trochę się stęskniłam za ujeżdżeniem, a poza tym byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądał nasz program. Czasami bywa, że żeby coś wychodziło lepiej należy się od tego odczepić na jakiś czas. Idealnym przykładem jest nasz dzisiejszy trening podczas którego naprawdę jeździło mi się bardzo dobrze. Według mnie przełomem była uwaga pani Kasi żebym rozluźniła ręce.  Wcześniej z jakieś milion razy zwracała mi na to uwagę, ale przez cały czas myślałam, że to robię. Wcześniej nie wiedziałam, że konie aż tak reagują na napięcie mięśni jeźdźca. Dopiero dzisiaj to do mnie dotarło i rzeczywiście zaczęłam „skanować” swoje ciało w różnych sytuacjach. Donkaster nie chciał się rozluźnić ponieważ cały czas odczuwał dyskomfort w postaci napiętych wodzy. Tylko żebyście nie myśleli że wszystko nagle wychodzi. Jeszcze dużo przed nami ale w porównaniu do jesieni ubiegłego roku jest o wiele lepiej. Tylko jeszcze zobaczymy czy przypadkiem nie zeżre mnie stres na zawodach :P

Trzymajcie kciuki. Mój pierwszy start – ujeżdżenie – już w piatek o 8.36! W Ptce jest zgłoszonych 38 koni, większość Czechów lub Słowaków. Mam nadzieję, że ten Strzegom będzie dobrą rozgrzewką do pierwszej w życiu gwiazdki, która już wkrótce…

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.