Po krosie bez zmian

Po dwóch dniach prawdziwych wakacji spędzonych w całości na leniuchowaniu nareszcie przyszedł czas na dokończenie relacji z MPJ :)

W sobotę – dniu krosu – po raz kolejny konkurs juniorski zaczynał się późnym popołudniem, tak więc było mnóstwo czasu szczególnie na wyspanie się, obejście po raz kolejny trasy krosu, no i ewentualnie stresowanie się. Jak już wspominałam w poprzednim wpisie mimo, że niektóre przeszkody były dość masywne i ogólnie jak na Polski poziom ta 1* wydawała się całkiem wymagająca, to jednak po ostatnio przejechanych 2* nie wywierała na mnie zbyt dużego wrażenia. Nie oznaczało to oczywiście, że mogę którąkolwiek z przeszkód zignorować, ale znając możliwości moje i Czarka byłam całkiem spokojna. Jeszcze przed rozpoczęciem przygotowań do wyjazdu na rozprężalnię zdążyłam obejrzeć kilka par z CIC 1*, dzięki czemu zdałam sobie sprawę, że bardzo trudno jest przyjechać w czasie, co oznaczało, że przez pierwszą część krosu kiedy to było mnóstwo miejsca do galopowania trzeba na prawdę gnać.

Podczas rozprężenia Czaruś był niesamowicie naładowany energią i szczerze mówiąc po raz pierwszy w życiu czułam jakby kucyk chciał wystrzelić spode mnie nie z powodu głupich pomysłów, ale po prostu nadmiaru energii. Na rozprężalni było to dość problematyczne ponieważ nie jeden raz musiałam mu przypominać kogo się ma słuchać, ale jednocześnie bardzo dobrze prognozowało na kros. Oprócz zwykłych uwag trenerskich dotyczących technicznych spraw, Jano powiedział mi również o trzech newralgicznych punktach gdzie dużo koni miało problemy i na które trzeba bardzo uważać, no i oczywiście utwierdził mnie w przekonaniu, że na każdej prostej między przeszkodami mam galopować tak żeby wióry leciały ;)

Sam kros jechało mi się całkiem dobrze, trzeba przyznać, że kucyk odwalił kawał genialnej roboty, a co do mojej jazdy mam kilka zastrzeżeń. Jechałam w konkursie juniorskim jako pierwsza (wcześniej szedł kros otwartej jednej gwiazdki) tak więc wciąż nie do końca wiedziałam jak to tam wyjdzie z normą czasu i w sumie byłam nią dość mocno przejęta, przez co w trzech przypadkach zdarzyło mi się za mało czekać do przeszkody, w wyniku czego wyszły mi niebezpiecznie dalekie odskoki z których Czarus musiał się wyratowywać. Dodatkowo tak jak zwykle łapie mnie lekki stres przed startem a potem podczas przejazdu już nie ma na to czasu, tak tym razem było całkiem inaczej… Jako, że już w swoim życiu przejechałam sporo krosów, to wraz z doświadczeniem przychodziła również świadomość jazdy. Oczywiście nie jest ona jeszcze wypracowana w 100 procentach, ale z przejazdu na przejazd zauważam, że coraz wolniej płynie mi czas podczas przejazdu, dzięki czemu mam go więcej na myślenie i reagowanie. Tym razem jednak przed wystartowaniem nie czułam nic, ale niestety odbiło się to na samym starcie, a mianowicie dodatkowy czas na myślenie wykorzystałam na stresowanie się. Zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu (przynajmniej z tego co pamiętam) i trwało mniej więcej do przeszkody 8, kiedy to po raz kolejny (bo wcześniej przed kombinacją 4ab) próbowałam się ogarnąć. Dalej było już znacznie lepiej, lecz aby pozostać świadomą byłam zmuszona mówić do siebie polecenia :P

 

 

Odnośnie pozytywów to na pewno bardzo dobrze przejechane większość kombinacji, gdy już udało mi się odzyskać świadomość. Jedynie na początku nie pasował mi odskok przy dwóch domkach po skosie za hyrdą na górce, ale z kolei gdyby nie za bliski dystans do pierwszego z nich mogłoby mi wyjść 2,5 fouli w środku zamiast 3, więc wyszło na dobre. Odnośnie dobrego tempa przejazdu była to głównie zasługa kucyka, który do samego końca krosu aż rwał się do galopowania, ale żeby nie było jednocześnie bardzo dobrze się prowadził i skracał. No i jeszcze odnośnie mojego dosiadu i sylwetki to pomimo, że jak zwykle za dużo pracowałam kolanami przez co trochę moim zdaniem wyglądało jakbym się trzęsła na tym koniu było ok. A co najważniejsze zerowy przejazd i utrzymanie wyniku z czworoboku do ostatniej próby skoków ;)

Ciekawe było, że po skończeniu krosu w internecie pojawiła się informacja, że miałąm czas 5:35 (norma była 5:24) i doliczono mi 4,4 pkt karnego. Niestety trzeba było dwa razy tą sytuację wyjaśniać bo ktoś po prostu źle wpisał mój czas do systemu (w rzeczywistości miałam 5:08) i trzeba było sprawdzać wynik ze stoperów sędziego na starcie. Na szczęście udało się wyprostować tą sytuację. Po krosie Julia Elzanowska przesunęła się na 1 miejsce a Wika na dwóch koniach była druga i trzecia (z czego musiała wybrać jednego konia do mistrzostw), a ja byłam za nimi. Zatem wszystko miało się rozstrzygnąć w niedzielę na skokach…

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.