Nareszcie przyszedł czas na zmierzenie się z ostatnim, rozstrzygającym zadaniem, czyli skokami. Po raz kolejny nasz konkurs zaczynał się około 15.00, lecz tym razem nie mogliśmy się już wyspać, ponieważ świtem trzeba było się jeszcze przygotować do przeglądu, który na szczęście przeszliśmy bez problemów. Następnie można było wrócić do hotelu na śniadanko, niektórzy pewnie ten czas też częściowo spożytkowali na stresowanie się lecz ja starałam się jeszcze nie myśleć o przyszłym konkursie tylko korzystać z chwil spędzonych z rodzinką, no i oczywiście 3* krosu :)

Czas minął bardzo szybko i zanim się obejrzałam trzeba było się już przygotowywać do startu. Na szczęście w ostatniej chwili organizatorzy zamienili kolejność konkursów mistrzowskich, dzięki czemu jeszcze przed siadaniem w siodło na Czarka mogłam razem z trenerem obejrzeć sobie skoki Młodych Jeźdźców (którym przy okazji jeszcze raz bardzo gratuluję :) ), którzy jednak skakali prawie dokładnie ten sam parkur co my. Ogólnie był on dość wymagający i do tego tak dla odmiany w pełni wymiarowy, lecz mimo faktu, że był to niezwykle ważny parkour cały czas powtarzałam sobie, że ten jak każdy inny co o dziwo bardzo mi pomogło w mniejszym stresowaniu się. Podczas rozprężenia starałam się robić swoją robotę nie myśląc o zbliżającym się parkourze. Czułam, że kucyk tym razem miał trochę mniej siły niż np. podczas ostatniego treningu w Sopocie, co oczywiście było zrozumiałe i raczej się tym nie martwiłam bo znając Czarka na pewno i tak da sobie radę.
Wreszcie lub niestety przyszedł czas na wjazd na plac konkursowy i zmierzenie się z przeszkodami. Na początku stwierdziłam, że jeszcze objadę plac dookoła żeby kucyk mógł się dokładnie przypatrzeć wszystkim dziwnym rzeczom i ludziom na trybunach, a następnie jako, że chciałam już mieć pierwszą, najgorszą przeszkodę za sobą, szybko się ukłoniłam i wystartowałam. Ogólnie jechało mi się całkiem dobrze, kucyk skakał genialnie, większość odskoków mi pasowała tylko w lini 3,4,5 wiedziałam, że coś schrzaniłam bo wychodziło mi jakoś blisko, ale dopiero po zjeździe dowiedziałam się, że wsadziłam tam po jednej fouli więcej. Jak zwykle byłam tak skupiona na przeszkodach, że nie widziałam nic poza nimi, a dodatkowo też nic nie słyszałam oprócz Janka krzyczącego “galopuj!” (właśnie niedawno zauważyłam, że tak jak zwykle nie słyszę nic kompletnie, tak ostatnio wyczuliłam się na głos trenerów co jest czasami bardzo pomocne). Gdy już minęłam szereg 8ab przyszła mi do głowy myśl, że to już tylko ostatnia linia a ja nadal na czysto, ale od razu ją wyrzuciłam bo nie mogłam pozwolić sobie na zbyt wczesne witanie się z gąską. I tak dobrnęłam w końcu do ostatniej przeszkody potem celowniki i na czysto w czasie! :)
Zrobiłam swoja robotę, więc teraz pozostało mi tylko patrzeć co wydarzy się dalej. Następna skakała Wika (od której dzielił mnie 1,1 pkt), a na koniec Julka, od której dzieliło mnie 3,6 punkta, czyli mniej niż jedna zrzutka. Widząc jednak jak dziewczyny sobie radziły i jak świetnie skakały ich konie wiedziałam, że nie ma co liczyć na jakikolwiek błąd. Po prostu wszystkie trzy dałyśmy z siebie wszystko, każda przejechała na czysto więc ostatecznie skończyłam zmagania na trzecim miejscu. Na pewno jestem dumna z naszych przejazdów na krosie, a szczególnie skokach, które wydają mi się moją najsłabszą stroną, ale na szczęście nie Czarka, lecz oczywiście pozostaje niedosyt po ujeżdżeniu, które wiem, że mogliśmy pojechać znacznie lepiej gdyby nie odpały Chenaro. Z drugiej jednak strony mogło się skończyć o wiele gorzej więc należy się cieszyć z tego co się ma i przygotowywać do następnych mistrzostw, żeby wtedy już w Młodych Jeźdźcach pokazać co potrafimy w 100%.
Tu z rodzinką

A tu z ciocią – właścicielką Chenaro i Scottiego i z tatą






Z trenerami – Jankiem Kamińskim i Piotrem Kulikowskim

Po dekoracji przyszedł czas na tradycyjne wrzucanie do przeszkody wodnej, tym razem jednak trochę zmodyfikowanej ponieważ dzięki pomysłowi brata Wiki, najpierw musiałyśmy się wpaść do skrzyni z wodą po lodzie… Walczyłam dzielnie, prawie udało mi się uciec ale niestety jakiś pan wyskoczył zza drzewa i zablokował moją trasę ucieczki…


W porównaniu do lodowatej wody ze skrzyni przeszkoda wodna była prawie jak gorące dżakuzi tylko trochę brudniejsze :P







Na koniec jeszcze tylko 9 godzin jazdy do domu, nocna obiado-kolacja w KFC i wreszcie około 4.00 rano do łóżka, a potem trzy dni prawdziwych wakacji w gronie rodzinki, u której ostatnio byłam na Wielkanoc :)
Tak długo czekało się na te Mistrzostwa, tyle treningów, przemyśleń, a tu kilka chwil i już minęły.
Na koniec chciałabym jeszcze podziękować Wam wszystkim wsparcie i trzymanie kciuków :) Andreasowi Dibowskiemu, Piotrowi Kulikowskiemu i Gosi Pawłowskiej za wszystkie rady, wskazówki i pomoc w przygotowaniu się do tych Mistrzostw, no i oczywiście Jankowi Kamińskiemu, który dodatkowo wsparł mnie i w ogóle wytrzymał ze mną w tych decydujących momentach! ;D Rodzinie za wsparcie, a w szczególności Tacie za ogromnie przydatną pomoc, Cioci za sponsorowanie mnie i umożliwienie stratowania na tak wspaniałych koniach oraz Mamie za to, że zawsze była ze mną i mogłam na nią liczyć w dobrych, a zwłaszcza w tych złych chwilach… :* No i oczywiście chcę ogromnie pogratulować naszym nowym mistrzyniom Wice i Julce za genialne występy, oby tak dalej dziewczyny!



Komentarze
Kasia
OGROMNE GRATULACJE GOSIU!!!
Mam pytanie, co to za rodzaj bardzo szerokiego popręgu, który miał quintus Wiktorii? Czemu służy?
Kasia
Jeśli mogę podpowiedzieć – Quintus Wiktorii ma normalny popręg, to co ma do niego podpięte, to tzw. ochraniacz :) Służy do ochrony przed otarciami ;)
ASIA
Hahahh cała mokrótka od stóp do głów :)
Kinga
Gratulacje!!
Nic dodać nic ująć po prostu cieszymy się twoim sukcesem :D
kinga
Gratulacje :)))
justii
Gratulacje, spijasz śmietankę swojej cięzkiej pracy. oby tak dalej :D
Czy podejście taty do kwestji koni zmieniło się? czy nadal ma nadzieje,że zrezygnujesz?
i co oznacza “witanie się z gąską”?
zebrazklasa
Tata ma wciąż nadzieję, że jednak wyrosnę z tych koni, ale jeździ na zawody i pomaga :) Co do gąski powiedzenie to pochodzi z wiersza Mickiewicza. Lis przyszedł po łup – gąskę i już się z nią witał, już w myślach ją miał… ale niestety jego plan się nie powiódł, bo wpadł w beczkę. Inaczej mówiąc, cytat ten znaczy, że już w myślach coś zrobiłeś, już byłaś przekonana że to się stanie, ale coś ci przeszkodziło.
Adam Mickiewicz
LIS I KOZIOŁ
Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyślić o wyskoczeniu.
Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:
Studnia na półczwarta łokcia,
Za wysokie progi
Na lisie nogi;
Zrąb tak gładki, że nigdzie nie wścibić paznokcia.
Postaw sięż teraz w tego lisa położeniu!
Inny zwierz pewno załamałby łapy
I bił się w chrapy,
Wołając gromu, ażeby go dobił:
Nasz lis takich głupstw nie robił;
Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła.
Zawsze maca wkoło zębem,
A patrzy w górę; jakoż wkrótce ujrzał kozła,
Stojącego tuż nad zrębem
I patrzącego z ciekawością w studnię.
Lis wnet spuścił pysk na dno, udając, że pije;
Cmoka mocno, głośno chłepce
I tak sam do siebie szepce:
“Oto mi woda, takiej nie piłem, jak żyję!
Smak lodu, a czysta cudnie.
Chce ini się całemu spłukać,
Ale mi ją szkoda zbrukać,
Szkoda!
Bo co też to za woda!”
Kozioł, który tam właśnie przyszedł wody szukać:
“Ej! – krzyknął z góry – Ej, ty ryży kudła,
Wara od źródła!”
I hop w dół. Lis mu na kark, a z karku na rogi,
A z rogów na zrąb i w nogi.
justii
aa dziękuj za wyjasnienie. Sądziłam ze to moze być powiedzonko jeździeckie :p
konik6628
Gratki :D
ewa
jak wesoło :)
Ania
Nie przeszkadza Ci wentylacja (a raczej jej brak) w kasku Charles Owen?
Gabrysia
:)
czajaxd
Gratuluje! Jak ma na imie twoja siostra?
Zebrazklasa
Ania
Roksana
haha super :D
Anastazja
bardzo ciekawy blog !