Powoli, ale do przodu :)

Dzisiejszy dzień zaczął się wyjątkowo wcześnie, ponieważ pierwszy trening został ustalony już na 8.00 rano. Wbrew pozorom byłam z tego powodu całkiem zadowolona, bo (ja niedoświadczona :P) myślałam, że skoro tak wcześnie zaczynamy to również wcześniej skończymy, szczególnie, że motywem przewodnim treningów na wszystkich trzech koniach były galopy kondycyjne. Oczywiście jak to zwykle bywa przeliczyłam się- spędziłam w stajni prawie 6 godzin… :P

Biorąc pod uwagę ostatnie zawody oraz galopy kondycyjne doszłam do wniosku (konsultując się również z Trenejrem), że zdecydowanie za bardzo kieruję końmi wodzami zamiast łydkami czy dosiadem, przez co narzucam im mocny kontakt na wodzach przy stosunkowo małym wsparciu łydką. Jako, że każdy z kucyków jest inny też różnie na to reagują: Timon jako, że ma się na czym zaprzeć często zaczyna ze mną pędzić, lub też przez zbyt mocne działanie ręką zaczyna się przeganaszowywać, Czarek z kolei zaczyna się czaić, a Sojuz potrafi w takiej sytuacji zupełnie przestać reagować na działanie wodzy przez co – żeby wywrzeć na niego jakiś wpływ – muszę użyć ich jeszcze mocniej… i kółko się zamyka. Dlatego właśnie moim mottem, którym miałam się kierować podczas tych treningów było – więcej łydek, lżejszy kontakt. Ogólnie jestem bardzo zadowolona, ponieważ udało mi się prawie w stu procentach wykonać zadanie, a tym bardziej się cieszę, że nawet gdy kucyki zaczynały galopować poza kontrolą to po kilku mocniejszych zewnętrzną wodzą bardzo ładnie zwalniały, a przy następnej tego typu sytuacji wystarczyło znacznie lżej użyć pomocy aby uzyskać reakcję… :)

Szczerze mówiąc w miarę gdy wsiadałam na kolejne konie stwierdzałam, że co jeden to lepszy agent :P Pierwszy Chenaro podczas pierwszego kółka galoperm mało co nie dostał zawału – bał się dosłownie wszystkiego, przez co zamiast jechać przed siebie robiłam jakieś dzikie zygzaki i zawijasy… Ale i tak najstraszniejszy był jakby strażacki wąż wodny położony w poprzek toru. Czenaro zaledwie do niego mierzył, żeby przypadkiem go nie dotknąć, podczas gdy Sojuz mało co się przed nim nie zatrzymał (jak zwykle za późno zaczął hamować i w końcu musiał przez niego przejść), a Timon walił nad nim takie skoki jakby miał przelecieć nad 4 metrową wodą :P Młodziaki to jeszcze rozumiem, ale Smoka w ogóle nie powinno coś takiego zdziwić, dlatego właśnie nie byłam zupełnie przygotowana na takie nagłe zahamowanie z jego strony… Dobrze, że miał szyję wysoko bo bym wyleciała jak z procy! :P Moje małe gamońki <3

Odnośnie moich wczorajszych treningów obydwa uważam za całkiem udane, aczkolwiek oczywiście odnośnie skoków na Chenaro jeszcze dużo można by poprawić. Na pierwszy ogień poszedł Sojuz, na którym miałam sobie poćwiczyć ustawienie. Pierwszą część jazdy głównie poświęciłam na rozluźnienie jednocześnie mocno podjeżdżając zad, ale tym razem w troszkę obniżonym normalnym ustawieniu, a następnie przeszłam do elementów czworoboku takich jak kontrgalopy czy też ustępowania. W sumie nie było powodu, żeby go jakoś strasznie męczyć, ponieważ chodził bardzo dobrze. W związku z wspomnianym przeze mnie w poprzednim wpisie małym kryzysem stwierdziłam, że muszę starać się jeździć mniej chaotycznie. Dlatego podczas całej jazdy mocno pilnowałam zarówno swojej sylwetki (wyprostowane plecy, głowa do góry, lekko odchylony tułów, żeby trzymać Sojuza ciałem trochę bardziej pod górkę) oraz sposobu używania pomocy (więcej łydek, bardzo lekki kontakt z ręką bardziej z przodu). Tak jak ostatnio Trenejro zwrócił mi uwagę, starałam najpierw poprawiać siebie potem konia, bo 95% problemów właśnie pochodzi od jeźdźca. O dziwo muszę przyznać, że w miarę mi się udawało (możliwe, że tez dlatego Sojuz tak ładnie chodził) co prawda już pod koniec jazdy podczas wykonywania ustępowań musiałam trochę mocniej zadziałać żeby kucyk rzeczywiście ustąpił mi od łydki, do tego zaczynał nabierać troszeczkę mocniejszy kontakt, ale udało mi się z tym uporać poprzez zrobienie kilku przejść (żeby się podstawił) :)

Jak sami zobaczycie na filmie jazda na Chenaro nie była aż tak kolorowa i miła :P Niestety (albo stety) Chango jest bardzo delikatnym koniem szczególnie jeżeli chodzi o dosiad, tak więc każdy niewłaściwy lub niekontrolowany ruch mojego ciała zostaje mi zrekompensowany aż w nadmiarze :P Biorąc jeszcze pod uwagę, że ostatnio przyszło mi nowe siodło skokowe i jeszcze chwilę zajmie mi wjeżdżenie się w nie, niestety kucyk dość często usztywniał się, lub tez uciekał spode mnie z powodu złego dosiadu. Z drugiej jednak strony jestem zadowolona z tej jazdy, ponieważ na całych trzech przeszkodach miałam już całkowita równowagę (sukces), poza tym wydaje mi się, że już jest odrobinę lepiej odnośnie mojego czekania ciałem oraz zamykania palców podczas skoku (oczywiście jak sami usłyszycie cały czas pojawia się ten problem :P). Daleko jeszcze do ideału, ale grunt że – co prawda powoli – ale do przodu :D

A Zosi bardzo dziękuję za nakręcenie filmów!

Komentarze

33

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.