Przywarta do siodła

Dzisiaj było ujeżdżenie, i to do tego baaardzo męczące, gdyż głównie skupialiśmy się na dosiadzie.

Na pierwszą jazdę wsiadłam na Rysia. Na początku jak zwykle mu się nie chciało i w ogóle był ospały. Nie dokraczał zadem, co Panią Basię bardzo denerwowało więc cały czas mi powtarzała żebym go w końcu obudziła (przy użyciu bacika). Ja jednak odwlekałam to jak najdłużej, bo miałam nadzieję że sam się rozkręci. Po pewnym czasie jednak się zdenerwowałam i użyłam bacika. Troszkę sobie Ryszard z oburzenia pobrykał, ale za to w drugiej części treningu jeździło mi się świetnie. Był do przodu i był niebywale lekki w pysku. Dla niego trzeba mieszanki dyscypliny i miłości, żeby się odpowiednio zachowywał. Niewątpliwie sama miłość nie wystarcza…

Mimo różnych przygód jakie z Rysiem mieliśmy, baaardzo się z nim zżyłam. Mam wrażenie, że on też mnie pokochał. W Jaroszówce przed startem, gdy stał już w stajni cały ubrany a ja stałam obok przygotowana do wyjścia Ryszard miał taką fazę, że odwrócił głowę w bok w moją stronę i oparł ją czołem na moim brzuchu (bo w swobodnej postawie jego głowa jest na poziomie mojego tułowia). Ja odruchowo objęłam tą jego głowę obiema rękami i tak przez chwilę trzymałam. Gdy puściłam uścisk on na sekundę podniósł i wyprostował głowę, po czym znowu się do mnie odwrócił i położył czoło na moim brzuchu. Ta sytuacja powtórzyła się tyle razy, że zwróciła uwagę mojej mamy, oraz innych zawodników, którzy zaczęli się śmiać, że na pieszczoty mu się zebrało przed startem. Ja też się śmiałam, ale też byłam wzruszona, bo to jego zachowanie to nie był przypadek. Może chciał mi powiedzieć, że nasz start pójdzie dobrze, a może chciał żebym to ja go przytuliła przed startem. Jednak wiem w tej chwili na 100%, że przytulanie, pieszczoty i okazywanie serca jest dla niego bardzo ważne. 27 Kwietnia w piątek, Rysio wyjedzie ode mnie przynajmniej na dwa tygodnie, a być może na zawsze… Będzie mi go bardzo brakować! Szkoda, że jedzie tak daleko, bo aż do Koszalina. Mam nadzieję, że dziewczynka, która będzie na nim jeździć, rzeczywiście go pokocha i będzie mu to okazywać każdego dnia. Folbluty muszą czuć że są kochane, żeby chciały dla nas pracować. Sama tego doświadczyłam z Rysiem.

Drugi trening miałam na Smoczku i też było całkiem nieźle. On ładnie się wygina i jest całkiem do przodu. Mam wrażenie, że jest tak nauczony, że jak się inicjuje koło, to sam w zasadzie robi idealny dwudziestometrowy, okrągły rysunek. Uwielbiam robić na nim ustępowania, bo tylko przykłada się łydkę i sam je robi! Oczywiście jest jeden problem, bo trzeba wysiedzieć na nim w kłusie, a akurat u niego kłus bardzo wybija z siodła! Jak na złość Pani Basia uwzięła się dziś za kłus ćwiczebny! Nawet dodania mieliśmy w nim robić. Innym to tak nie przeszkadzało bo mają małe kucysie, albo konie które nie wybijają. W obu przypadkach dokładnie odwrotnie niż ja. Nigdy tak się nie zmęczyłam na treningu jak dzisiaj!

żyję tylko myślą o tym, że jutro skoki …

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.