No i nadszedł ten dzień.
Na szczęście w noc z soboty na niedzielę w naszym hotelu nie było już wesela i ciągłego hałasu z nim związanego, tak więc nareszcie mogłyśmy się wyspać. Jednak w miejsce tego zmartwienia pojawiło się inne – padało na krosie czy nie padało?! Zmartwienie było tym większe, że około ósmej rano za naszymi oknami przeszła potężna ulewa. W planach miałam obejrzenie krosu jeszcze raz tego ranka. Dlatego pierwsze co zrobiłyśmy po przyjechaniu na miejsce było zadanie pytania o deszcz sędziemu, który musiał tam być od rozpoczęcia pierwszego konkursu (co było przez ósmą). Jego odpowiedź bardzo nas zadowoliła ponieważ powiedział, że od szóstej rano nie spadła ani kropla. Ze spokojnymi sercami poszłyśmy z mamą ponownie na trasę krosu. W tym czasie już jechali zawodnicy w klasie L :)
Po obejściu krosu oglądałyśmy przejazdy zawodników z lasy L i częściowo z P. Jednak czas uciekał szybko i niestety trzeba było się powoli zbierać. Moim zdaniem właśnie to czekanie na start jest najgorsze. Mnie cały czas bolał brzuch i nawet czasami robiło się trochę słabo. Co prawda wciąż trzeba pamiętać o mnóstwie rzeczy, np o zamoczeniu coolerów żeby schłodzić nogi konia po starcie, o zabraniu derki chłodzącej na kros, zegarka etc. Gdy już się wsiądzie na konia i ma się już konkretne zajęcie to już jakoś mniej działa na człowieka (chociaż w moim przypadku stres pokazuje się przez ciągłe ziewanie) i w końcu ani się obejrzysz a już wystartowałeś/aś. Wtedy to trzeba się o wiele bardziej skoncentrować na uwagach trenera, tempie i trasie… i muszę przyznać że coraz lepiej mi to wychodzi.
Plan był taki żeby kros pojechać trochę szybciej szczególnie na początku, żeby Donek mógł się wkręcić (jak to zrobił na OOM-ach). Tam akurat był idealny odcinek trasy biegnący po drodze z tylko trzema prostymi przeszkodami do pierwszej minuty krosu. Tak więc przez pierwsze przeszkody starałam się gnać (ale bez przesady). Pierwsza minuta miała mi minąć pomiędzy 3 i 4 i pomimo szybkiego tempa zegarek zapikał mi przy czwartej przeszkodzie, tak więc teoretycznie jak chciałam dojechać w normie to musiałam przyśpieszyć. Postanowiłam jednak w miarę utrzymać tą prędkość. Przed prawie każdą przeszkodą przypominałam sobie o „oh shit position”, a przed każdym zeskokiem o nogach do przodu. I tak dość szybko minęła mi połowa krosu… na filmie załączonym poniżej bardzo widoczne jest zawahanie Donka przed wąskim frontem (numer 11) po pierwszej wodzie. Na szczęście mam całkiem niezły refleks tak więc zapobiegłam tej próbie wyłamki. Jednak najbardziej bałam się następnej przeszkody czyli kofina (wąski, rów, wąski), który Donek (pomimo tego że położyłam się na pierwszej przeszkodzie) przeskoczył bardzo ładnie- wybaczyłam mu tą jedenastkę :P

Po skoczeniu następnej przeszkody gdy tylko miałam chwilę przerwy – jechałam przez las, od razu poczułam jak bardzo bolą mnie nogi. Jednak już za chwilę miałam skoczyć najtrudniejszą przeszkodę na krosie (14a) – wielką kłodę na dużym rowie wypełnionym wodą, więc musiałam się szybko wziąć w garść. Niestety trochę wyniosło mnie na bok na zakręcie więc do przeszkody podeszłam nieco skosem (do tego potem od trenera usłyszałam, że za szybko jechałam). Trochę mi nie pasowała odległość i pomimo moich prób podniesienia Donkowi głowy chyba zobaczył ten straszny rów z wodą (w której odbijało się niebo) i w ten sposób 20 punktów karnych wskoczyło na moje konto. W sumie i tak dobrze, że przeskoczył za drugim razem bo już naprawdę miałam stracha, że po prostu się zatnie. Skoczył, a do tego nawet udało mi się trafić w następną przeszkodę (14b). Potem poszło już łatwiej, szczególnie na filmie tak wygląda, zeskok 158 cm- bułka z masłem (może dlatego, że już jakieś 25 metrów przed bankietem ciągle sobie powtarzałam „noga do przodu”, „noga do przodu”)… i udało się :) Wyglądałam jak profesjonalistka :D
Po zakończeniu krosu okazało się, że jednak trochę przesadziłam z tempem, ponieważ z wyłamaniem i taką wielką pętlą przyjechałam na metę jakieś 15 sekund przed normą. Sorcia Donek że Cię tak gnałam, ale niestety nie mam jeszcze wyczucia prędkości… Niby miałam ze sobą zegarek i słyszałam pikanie minut, ale ani razu na niego nie spojrzałam koncentrując się na technice kolejnych skoków, więc w gruncie rzeczy nie wiedziałam ile jestem przed czasem. Poza tym podczas swojej pierwszej gwiazdki, w większości przypadków nie myśli się racjonalnie, jeszcze pewnie część z Was doskonale wie :)
Trener się tym tempem trochę zdenerwował. Taka szybka jazda jest mega ryzykowna dla kogoś bez doświadczenia, można też np doprowadzić do kontuzji konia. Donek to twardy zawodnik i się nie dał, ale czeka mnie dużo pracy nad trenowaniem wyczucia tempa.
Faktem jest też, że się przekonałam, że zupełnie nie mam kondycji. Bardzo dobrze widać to na filmie gdy tuż po przejechaniu linii końcowej musiałam się zatrzymać bo miałam mega zadyszkę. Nawet przemknęło mi przez myśl żeby zsiąść i położyć się na ziemi, ale co ja tu będę z siebie robić jakoś ofiarę :P Niby tylko siedzenie na koniu, ale jednak stanie w półsiadzie przez ponad 5 min jest bardzo męczące. Dodatkowo mięśnie nie wytrzymują napięcia, od krosu mam na plecach wzdłuż kręgosłupa gule jak kamienie – są to właśnie zakwaszone mięśnie, które nie chcą się rozluźnić.
Ostatecznie skończyłam na przedostatnim (24) miejscu z zawodników którzy ukończyli, a gdy wyszłam do dekoracji musieli donieść dla mniej i jeszcze jednej dziewczyny flo, bo zanim nas wyczytano to panowie dawno skończyli rozdawanie nagród :P Jako jedyna w konkursie miałam wyłamkę, ale trzeba przyznać, że cztery osoby na krosie zostały wyeliminowane. Zatem liczy się to, że przejechałam MOJĄ PIERWSZĄ W ŻYCIU 1*!!!
W sumie podczas tych całych zawodów było całkiem dużo eliminacji. Dużo osób spadało, a ich konie trzeba było łapać, albo same znajdowały drogę do stajni. Po moim przejeździe gdy stępowałam na rozprężalni zdarzył się okropny wypadek, na przed ostatniej przeszkodzie stojącej tuż obok niej. Dziewczyna, którą znałam z Mistrzostw Polski wywróciła się razem z koniem. Jechała bardzo ładny kros, wydaje mi się, że na czysto. Na przedostatniej przeszkodzie chyba chciał się wybić z daleka jednak koń tupnął. Przez dużą prędkość z jaką jechała koń nie zdążył się podnieść i zahaczył łopatkami o tą hyrdę, wywrócił ją, dziewczyna wyleciała przed niego a on sam zrobił fikołka w powietrzu. Najgorsze jednak było to, że koń przetoczył się z całym impetem przez leżącą na ziemi dziewczynę. Wyglądało to naprawdę przerażająco. Koniowi nic się nie stało, ale dziewczynę zabrała karetka. Z tego co słyszałam to może mieć złamany nos i poharataną twarz, może coś jeszcze, ale są to zupełnie niepotwierdzone informacje. W każdym razie jest mi okropnie przykro i mam nadzieję, że nie stało jej się nic poważniejszego i że szybko z tego wyjdzie…
A wczoraj miałam pierwszy trening krosowy na Ostlerze, co daje mi dużo nadziei na przyszłość…



Komentarze
Justyna
Kurcze, gratuluje! Czytam Twój blog od jakiegoś czasu i bardzo mi się podoba sposób, w jaki wyrażasz to co czujesz, przeżywasz, ogółem to, co się u Ciebie dzieje! Zawsze bardzo dużo czasu poświęcam po swojej pracy na przyjemności i pasję, a co do jeździectwa i zagadnień z nim związanych jesteś u mnie w czołówce. :)
BRAWO! :)))
zebrazklasa
Dzięęęki! :)
Justyna
Oby tak dalej, oby tak dalej! :)
A robiłaś coś w te upały? Jakieś jeziorko z Donem? :D
Aga
Jak to sie mowi pierwsze koty za ploty ;). Gratuluje. Napewno kolejne przejazdy beda coraz lepsze. 3mam kciuki :D.
Aga
Będziesz kiedyś startować w zawodach w małopolsce?
konik6628
wow :) Wielkie są te przeszkody na crossie.
Kinga
Ogromna gratulacje!!! Od dawna czytam twojego bloga i wyrazy uznania dla twoich wyników sportowych.
Ps. Co to za maść którą Donek ma na nogach i do czego służy?
zebrazklasa
To jest specjalna maść poślizgowa, żeby się koń łatwiej prześlizgał nad przeszkodą
Kinga
Aha dziękuje za odpowiedź :D Kiedy “pracowałam” przy koniach powożeniowych to również smarowałam takową kiedy szły maraton, ale była ona bezbarwna i nie skojarzyłam
moje końskie życie
ej co Donek ma rozsmarowanego na nogach???