Dzisiaj urządziłam sobie jazdę ujeżdżeniową pod wieczór z mamą jako trenerem. W ciągu dnia był u Smoka pan doktor na badaniu kontrolnym. Okazuje się, że wszystko jest w porządku! Nogi w porządku, brak utykania w jakiejkolwiek płaszczyźnie! Wracamy zatem do pracy, bo za półtora tygodnia Mistrzostwa Warszawy i Mazowsza w wkkw w Starej Miłosnej!
Przez to, że Smok jeździł ostatnio tylko stępem i kłusem, starałam się go nie przemęczać. Oczywiście nie zabrakło odrobiny adrenaliny, ale to później…
Na początku zaczęłam rozprężać Sojuza tak jak zwykle, czyli stępik i kłusik. Tyle, że z jednym małym mykiem. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić żeby mi się tak nie zawieszał na pysku. I wtedy skombinowałam, że będę mu dawać co jakiś czas cukier tak samo, jak robiła to pani Maria na treningach na OOM. I muszę wam powiedzieć, że podziałało! Jak tylko dostał cukier, zaczynał żuć i dzięki temu stawał się mięciutki. Niestety dawało to krótkotrwały efekt, gdyż po chwili znowu zaczynał to samo wieszanie.
No i do tego dochodziło to, że wszystkiego się bał. A w pewnym momencie gdy przejeżdżałam koło krzaków przy których przechodziłam sto razy plus z pięć razy je oglądałam potwornie się spłoszył. Nie tak, że odskoczył i już. Nie, nie. Nie tym razem. Zwiewał mi jakby coś gryzło go po nogach. A ja, biedna siedziałam na nim i tylko modliłam się żeby nie wpadł w płot. Na szczęście nakierowałam go na wyjazd z czworoboku i powoli zaczęłam go uspokajać, no i skracać wodze, oczywiście. Gdy już trochę zwolniliśmy uświadomiłam sobie, że strasznie się zmęczyłam. Zatrzymanie takiego czołgu wymaga STRAAAAASZNIE dużo siły! Powoli wróciłam na czworobok i stwierdziłam że po takiej akcji chyba już możemy zacząć galopować. Na początku był jeszcze taki podekscytowany i czujny ale z czasem mu przeszło. Niestety im bardziej się uspokajał tym bardziej się zawieszał. I wtedy przypadkiem oddałam mu wodze. I jak nigdy nie rozumiałam pani Basi jak mówiła „Jak się zawiesza to puść” to teraz nareszcie ogarnęłam. Jak się zawiesza puszczam wodze i przestaje się zawieszać bo nie ma na czym. Jak na razie działa. Robię postępy :D
Po jeździe razem z mamą zrobiłyśmy mu kopytka i nakarmiłyśmy. Jutro mam trening lekko skokowy o 11 i mam nadzieję, że nie będzie świrował.
Mam nareszcie zdjęcia Pudziana razem ze mną, tak żebyście zobaczyli jaki z niego gigant :)










Komentarze
olik605
Rzeczywiście z niego taki szczeniaczek :) i oczywiście gratuluję postępów.
shiba
Coś mi się wydaję że dawanie cukru koniowi jak się zawiesza to nie jest dobry pomysł. Z czasem może załapać: Aaaaa już wiem! Jak będę się wieszał to dostanę cukier:) Wieszanie jest super:P
Hahaha
Dobry sposób to odpuszczanie wodzy i dawanie mocnej łydy, tak zazwyczaj się uczy konia żeby się nie wieszał, ale ty masz od tego instruktorów więc pytaj ich przede wszystkim:)
zebrazklasa
Już się połapałam, że cukier na krótko działa. Cieszę się, że załapałam z tymi wodzami
Rudson^^
Jaki słodki “gigant” xd
Fajną masz kurtkę xd
zebrazklasa
Dzięki. Kurteczka z Decathlonu zawija się w mały pakiecik. Polecam :)