Rzucona na głęboką wodę

To już drugi dzień spędzony w Białym Borze… i trzeba przyznać, że nie da się tutaj nudzić :) Wzięłam ze sobą chyba ze cztery książki, myśląc, że będę miała dużo wolnego czasu, a okazało się, że aż go nie starcza.  Rano się wstaje (nie tak całkiem bo koło 10 :P ), w szlafroku wypuszcza się konie na padok i do karuzeli, potem sprzątanko w stajni, nareszcie zje się własne śniadanie i za chwile „może chciałabyś pojechać z nami w teren?” – kolejne półtorej godziny mija, potem już obiad, znowu zamiatanie w stajni, chwila odsapnięcia przy własnym jedzeniu i znów na jazdę, wybieranie z boksów, kolacja… A jak wieczorem jest wolne to już się nawet nie chce czytać – tylko do wyrka i spać :)

Już dwa razy byłam tutaj w terenie. Po raz pierwszy byłam z Anią, która jechała na Big Benie (jeździłam na nim podczas ferii zimowych w Sopocie), a ja na Branco, pojechałyśmy sobie bardziej relaksacyjnie. Wjechałyśmy do lasu, weszłyśmy do jakiejś małej rzeczki i dalej kłusowałyśmy obok wielkiego jeziora. W pewnym momencie zorientowałyśmy się, że nie wiemy gdzie jesteśmy. Na moje pytanie „gdzie teraz jedziemy?”, Ania jak zwykle „znajdzie się jakąś boczną ścieżkę”. I tak zeszło nam się całe półtorej godziny. Czasem musiałyśmy zawracać, albo trafiłyśmy na swoje własne ślady, ale też np. znalazłyśmy bardzo fajne miejsce gdzie można było wejść do jeziora. Co prawda na początku konie sie bały (chyba efektu odbijającego się w wodzie nieba, albo fal) ale Branco jako ten bardziej doświadczony w końcu się przełamał, a za nim Bigi. W pewnym momencie Branio kopnął nogą tak jakby prosił o jedzenie albo chciał się wytarzać i sekundę później wyskoczył w powietrze z czterech nóg zaskoczony tym, że woda się rozbryzgnęła :P Na szczęście w końcu wyszłyśmy z tego labiryntu idąc po własnych śladach tyle, że w drugą stronę…

IMG_5375

Za to dzisiaj miałam drugi teren, ale ten już był z panem Łukaszem- hardcorowy! Jeszcze nie rozpoznaję ścieżek leśnych ale patrząc po miejscu skąd wyszliśmy z lasu, sądzę,  że zrobiliśmy wielką pętlę. W każdym razie kłusowaliśmy (dość szybkim tempem) a następnie miał być ”galopik przez nóżkę” -w mniemaniu pana Łukasza znaczy to troszkę co innego, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Zaczęło się całkiem spokojnie – skończyło się na dobrym tempie krosowym. Pod górkę, z górki, po piachu, przez kałuże, na dodatek trzeba było jeszcze uważać na gałęzie- prawdziwy galop kondycyjny. Pod koniec oboje z Branco byliśmy wykończeni- mi odpadały ręce (bo tak chciał pędzić), a on był zupełnie mokry. Zdawało mi się, że nic już z siebie nie wykrzesa, ale gdy pan Łukasz jako dobre zakończenie znów popędził jak szalony, to Branio stwierdził, że nie będzie gorszy i dał taką dzidę, że mało co a zostałabym na ziemi :) Dobry początek dnia :P Zsiadasz z konia tyłek boli, ręce, biodra, stopy… i dalej do roboty…

Jednak z drugiej strony o wiele wolę takie zajęcia niż siedzenie w domu przed telewizorem albo laptopem. Jakoś zupełnie nie przeszkadza mi to, że gdy tylko wstanę muszę już zająć się końmi, nawet jeżeli jest to fizycznie męczące. Chodzenie w szlafroku i piżamie po stajni ma w sobie duży urok :P W końcu jest to częściowo mój plan na życie :D

Komentarze

6
  • Marta

    Ach, hardcorowe tereny, długie, z przygodami – potem nie chce się już na spokojne jeździć :) A jak fajnie po latach się je wspomina :)

    Odpowiedz
  • asia

    Łaaał zazdroszcze takich terenów :)

    Odpowiedz
  • Misia

    Ale masz fajnie ze trenujesz z takimi super osobami…! Powodzenia w kolejnych terenach!

    Odpowiedz
  • konik6628

    Też bym chciała pojechać w teren…

    Odpowiedz
  • Lisia

    Witaj !
    Skusiłam się napisać kilka słów do Ciebie, bo aż ciężko “przejść” obojętnie koło tej strony.
    Na początek – WOW ! Jestem pod wielkim wrażeniem i to mega pozytywnym ! Strasznie mi zaimponowałaś sobą, Twoim podejściem i sympatyczną osobowością, którą można poznać przez Twoje wpisy. Takich osób nam trzeba na tym świecie:) Sama jeżdżę konno już od 10 lat, ale tylko rekreacyjnie. Widząc jak dajesz czadu na czworoboku czy parkurze aż cieplutko robi się na sercu. Podziwiam za odwagę, sama bałabym się startów w WKKW a obecny stan mojego kręgosłupa chyba by tego nie przeżył :P Masz talent nie zmarnuj go, bądź uparta w spełnianiu marzeń i mam nadzieję, że już niedługo będziesz startowała w konkursach najwyższej rangi!
    Powodzenia, trzymaj się !

    PS. No i czekam na nowości :))

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.