W sobotę mój ujeżdżeniowy start był wyznaczony na godzinę 14.52. Skoro Stara Miłosna jest zaledwie półtorej godziny od naszej stajni to nie było sensu jechać tam już w piątek. W związku z tym na luziku wyjechałyśmy z Grzmiącej koło 11.30. Nie czułam się zupełniej jakbym za chwilę miała zawody. Przez te wszystkie lata jeździło się dzień wcześniej dlatego teraz wydawało mi się za bardzo na luzie, jakbyśmy jechali na jakiś trening krosowy…
Zmieniło się to gdy przygotowywałyśmy się do ujeżdżenia- już wtedy zaczynałam ziewać :). W sumie rozprężałam się całkiem krótko (przynajmniej tak mi się wydawało). Trzeba przyznać, że strasznie się stresowałam i wtedy zadawałam sobie pytanie, że jeżeli mam takiego stresa zaledwie przez dresarzem to co będzie przed skokami albo przed krosem… Trochę uspokajało mnie zachowanie Ostlera, ponieważ był o wiele bardziej przepuszczalny niż na treningach i łatwiej było go rozluźnić. Niestety zmieniło się to jak tylko wjechałam na czworobok. Od razu na linii środkowej się usztywnił (ale i tak mniej niż w Grzmiącej) ale na szczęście nie było tego tak widać. Do tego jestem z siebie dumna, że miałam wyżej ręce i większą lordozę niż na poprzednich zawodach i jeszcze przez cały czas się uśmiechałam :). Czasem był to grymas od rażącego słońca, ale zawsze. Jedyne co nie podoba mi się w mojej postawie to to że mam za bardzo z przodu nogi, ale to niestety trochę wina siodła, więc ciężko będzie to zmienić.
W przerwie pomiędzy startami przeszłyśmy z panią Kasią kros. Trzeba przyznać, że było tam dużo lawirowania i wytyczania dziwnych najazdów. Idealnym tego przykładem był bardzo wąski w przeskoku korner postawiony na środku wykoszonej ścieżki, który stał pod kątem odpowiednim do co najmniej 1* jak nie dwóch. Dlatego trzeba było wyjeżdżać gdzieś w trawę i najeżdżać jakby pod kątem prostym do linii pomiędzy chorągiewkami. Problemem było jeszcze to, że najeżdżało się wtedy prosto na drzewa… Tak więc podsumowując poziom trasy krosu był bardzo nierówny, niektóre przeszkody były bardzo łatwe a niektóre zdecydowanie za trudne, a do tego ciężko było przejechać ten kros w równym tempie, ponieważ było dużo skręcania i zdarzały się niewygodne najazdy.
Około godziny osiemnastej zaczęłyśmy rozprężać się do skoków. Tak jak na treningach było ok tak teraz na zawodach, gdy doszły emocje, nowy teren – coś nie pasowało. Z jednej strony Ostler pędził niekontrolowanie a z drugiej za mało energicznie najeżdżał na przeszkody. Problemem było też podstawienie jego zadu, dlatego właśnie zdarzyły się nam te cztery zrzutki. Raz było za szybko, raz za wolno, nie mogłam znaleźć równowagi. Z jednej strony go trzymałam a z drugiej sam hamował. Po prostu nie wiedziałam jak mam się w takiej sytuacji zachować, szczególnie że nie miałam wcześniej z takim zjawiskiem do czynienia. Dopiero po przejeździe dowiedziałam się, że nie mogę się napinać ani denerwować, a także nie wolno mi ciągnąć za wodze, gdy mam pod sobą konia pullera. W takiej sytuacji ( w przypadku Ostlera) powinno się trzymać wodze tak jakby były to wypinacze, można czasami zrobić półparadę i hamować ciałem, ale przed przeszkodami trzeba go dojeżdżać. Niby takie proste, ale żeby to wprowadzić w czyn to już ciężej, ponieważ nie jest to zupełnie naturalnym odruchem jeźdźca gdy koń niekontrolowanie galopuje. Ale właśnie po to były te zawody- żeby zobaczyć jak Ostler zachowuje się na zawodach :).

W każdym razie po skokach skończyłam z 69.5 punktami i z wielkimi obawami ale też nadzieją na lepszy następny dzień :). Ale o krosie jutro…



Komentarze
miłośnik koni
Ostler wygląda jak Smok.
asia
Miałam to samo napisać! Jak widzę Ostlera w tym zielonym czapraku to mi się przypominają posty Gosi tak z 2012 z krosów na Smoku…
zebrazklasa
obaj są pięęęękni :)
konik6628
Zgadzam się z wami trudno je rozpoznać :)
koniara09
Będziesz może na zawodach w Strzegomiu 26-29.06 ?
zebrazklasa
Nie będę. W najbliższym czasie planuję być w Kwiekach i Baborówku.