Udany wtorkowy trening ujeżdżeniowy

Dzisiaj było trochę zamieszania z dojazdem na trening. Tata nie mógł mnie zawieźć, koleżanki mama, która zwykle wozi mnie na trening kilka razy w tygodniu wyjechała za granicę, więc myślałam, że już na trening nie dojadę. Ale na szczęście tacie odwołano spotkanie i szczęśliwie dowiózł mnie do Paszkowa na trening ujeżdżeniowy. Z tym dowożeniem jest zresztą spore zamieszanie, bo nie ma bezpośredniego środka transportu ode mnie z domu do Paszkowa. Niby to tylko 15km, ale dojazd tam wymaga niezłej gimnastyki.

Np w czwartek mam tyle lekcji, że nie zdążam wrócić do domu ze szkoły żeby się przebrać na trening i dojechać na miejsce. Dlatego mama zabiera mi rano po drodze do pracy ciuchy i buty końskie do stajni, żeby już tam na mnie czekały. Ja prosto ze szkoły, z całym plecakiem pełnym książek, jadę na przystanek kolejki WKD, z którego zabiera mnie do stajni mama koleżanki. W stajni jestem o jeden trening za wcześnie, więc spędzam tam razem ok 2,5 godz. Wracając z pracy o 19.00 mama zabiera mnie do domu. Latem jest o tyle lepiej, że jadę z domu rowerem na przystanek kolejki, potem kolejką (z rowerem) jadę około 10 przystanków. Wysiadam z kolejki i jadę do Paszkowa 4,5km przez las. Mama wracając z pracy zabiera mnie i rower samochodem do domu. Jeśli jednak mama gdzieś wyjedzie, to wracam do domu tą samą drogą, którą przyjechałam – 4,5km rowerem przez las, potem kolejką itp. Czyli w taki dzień mam ponad 9km roweru dodatkowo gratis do treningu… Super robi na kondycję. A jak jest deszcz to jeszcze na cerę :).

Co do treningu, dziś Ryszard miał dobry dzień. dzień wiosny po prostu. Chodził lekko, niemalże bez wysiłku, wykonywał figury jak złoto. Napracowaliśmy się tyle, że był calutki mokry. Więc jestem zadowolona bardzo. A jutro na szczęście skoki :)

Komentarze

1

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.