Zwariowany trening o zmroku…

Trening skokowy na łące, bo ujeżdżalnia jest pełna błota, a dodatkowo wciąż padało. Na obu treningach klubowych konie dostawały jakiejś głupawki. Stawały dęba, były nawet upadki. Na drugim treningu na którym my byliśmy z Ryśkiem z chwili na chwilę robiło się coraz ciemniej. Konie są chyba krótkowidzami, bo nie widziały przeszkód. Naprawdę! Jak zrobiła się szarówka, to jeden z koni po prostu wjechał wprost na przeszkodę pełnym galopem i ją całą całą zawalił, bo chyba jej zwyczajnie nie widział! Dziewczyna która na nim siedziała była przekonana do ostatniej chwili, że on się odbije i skoczy! Rysiek natomiast wybrał inną strategię. Ponieważ słabo widział, ale coś widział, skakał każdą przeszkodę baaaaaardzo wysoko, żeby czegoś nie rozwalić.

Warunki u nas w klubie nie są lekkie. Cieplarniane kwiatuszki nie wytrzymują u nas pierwszej zimy. Ale może to ma jakiś sens, może takie otwarte warunki, ptaki wylatujące z krzaków w czasie treningu, wiejący wiatr, padający deszcz, albo śnieg hartują nas i konie i dlatego są one takie dobre w wkkw? Wyobrażam sobie że konie trenowane w hali miały by znacznie trudniej na krosie, nagle znaleźć się wśród pól, odbierać te wszystkie nowe i niepokojące bodźce, zapachy, podmuchy wiatru, często również hałasy np przejeżdżającego pociągu i jeszcze skakać nigdy nie widziane cudactwa… Dlatego mimo tego, że nie jest lekko, nie narzekam. Bo lubię wkkw :)

Komentarze

1

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.