Wesoło z tymi młodziakami :D

Wczoraj jako, że zaszczyciła nas dobra pogoda, a do tego nie odbywały się żadne zawody na Hipodromie udało nam się po raz pierwszy od dłuższego czasu poskakać krosówki :D Nastąpiła jednak mała zamiana- po niekończących się namowach i błaganiach zgodziłam się oddać p. Łukaszowi Czarka na tą jazdę :P Tak naprawdę to jak zapewne każdy junior trochę rozregulowałam kucyka (mianowicie go odrobinę rozpuściłam) przez ostatni czas, dlatego trzeba było go z powrotem poustawiać . Co mnie jednak ucieszyło- Trenejro powiedział że z pracą szyi, głowy i pyska jest o wiele lepiej, ponieważ już bardzo ładnie się wygina i jest znacznie przepuszczalniejszy niż gdy do nas przyjechał :)

Ogólnie trening był bardzo przyjemny i dość wesoły… Jak się okazało Czaruś nie zawsze chciał być posłuszny i nawet pod p. Łukaszem czasem pokazywał rogi. Tak jak udawało mi się ich poobserwować podczas przerw w pracy z Timkiem, widziałam zarówno podbrykiwanka jak i co szybsze galopy… :P Ale i tak najlepszym widokiem były skoki! Jak widać Chenaro miał tego dnia dość dużo niewykorzystanej energii, dlatego chciał się trochę pobawić. Nawet skacząc najmniejsze kłódki Trenejro nie miał łatwego zadania :P Kucyk dosłownie nad każdą przeszkodą mega wywalał z zadu i to nie, że zginając nogi tak żeby kopyta leciały pół metra nad, tylko tak na zabawy tylnie nogi miał prawie proste! Dla mnie i Agatki był to mega śmiechowy widok, ale chyba dla p. Łukasza trochę mniej :P

Tymczasem na Timonie moim głównym zadaniem było niby coś  bardzo łatwego, ale nie do końca (przynajmniej dla mnie). Mianowicie całą jazdę miałam spędzić na skakaniu małych przeszkód na luźniejszej wodzy, najeżdżając wolnym galopem (jakby od niechcenia) tak aby Scotty dosłownie przełaził przez nie. Akurat w naszym przypadku wbrew pozorom było to dość trudne zdanie ponieważ ja mam tendencje do spinania się (jednocześnie zaciskając nogami konia) i mocnego dojeżdżania, a Timonek bardzo lubi atakować przeszkody. W związku z tym na początku udawało nam się to zadanie tylko wtedy gdy Trenejro brał nas z zaskoczenia i nagle kazał najeżdżać na kłody z bardzo krótkiego zakrętu, przez co ani ja ani koń nie zdążyliśmy jeszcze uaktywnić naszych nawyków. Jako, że w większość przypadków w galopie się nie udawało, postanowiliśmy zmienić taktykę i zacząć najeżdżać z kłusa. Po tym ćwiczeniu, które wychodziła bardzo dobrze (nawet zbyt, bo raz kucyk mało co się nie zabił podczas skoku :P) w końcu poczułam co się dzieje z moim ciałem przed skokiem. Wy zapewne również macie tak, że część czynności robicie nawet ich niezauważając, niestety najczęściej są one powodem problemów. Otóż nareszcie udało mi się zauważyć, że rzeczywiście mocno pracuję biodrami w galopie oraz, że się lekko zaciskam tym samym każąc koniowi przyśpieszać (oczywiście Trener mi o tym mówił z tysiąc razy, ale jak się nie czuje to się nie wierzy :P). Nie powiem, że wszystko nagle zaczęło układać się jak z bajki, bo następną połowę jazdy spędziłam na wzmożonym kontrolowaniu mojego ciała, ale ostatecznie chyba mogę powiedzieć, że złapałam bita :)

IMG_9222

IMG_9227

Jeszcze muszę Wam powiedzieć o akcji dnia, która jakby inaczej musiała być wykonana przeze mnie… :P Ostatnio jakoś mam fazę na jazdę improwizacyjną- często przypadkiem ładuję się w jakieś ekstremalne sytuacje z których na szczęście jak na razie wychodzę cało :) Pod koniec jazdy, jako, że musieliśmy wykorzystać przeszkodę wodną (rzadkie jest to zjawisko ponieważ na Hipodromie woda mega szybko wsiąka w ziemie, dlatego zwykle po zawodach wkkw kompleksy wodne znikają w przeciągu dwóch dni), tak więc naszym zadaniem było wskoczenie do wody przez mały półwałek, a następnie przeskoczenie jasnej kłody częściowo przysłoniętej przez trybuny. Przeszkoda nie wydawała się zbyt trudna szczególnie że tuż przy niej stał szeroki żywopłot więc nawet nie było gdzie wyłamać, a do tego przecież Scotty tak ładnie skakał na luźniej wodzy… W związku z tym chyba trochę za bardzo mu zaufałam przez co zamiast skoczyć tą kłodę, znalazłam się lecąca nad żywopłotem… :P Taka mała improwizacja. W sumie Timonowi niezbyt się to opłacało bo krzaki było wyższe i szersze niż kłoda, ale chyba miał nadzieje, że w locie uda mu się kąsnąć trochę świeżych listków :P Muszę przyznać, że niezłą zabawę mamy z tymi młodziakami <3

Komentarze

17

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.