Zauważyłam, że każdy trening ujeżdżeniowy jest coraz dłuższy. Dzisiaj jeździłam 1,5 godziny!
O dziwo wjechałam na czworobok punktualnie, a nawet jakieś 5 minut wcześniej. Na początku rozmawiałyśmy z panią Dorotką o skokowych zawodach na które miałyśmy pojechać w sobotę. Okazało się jednak że na nie jedziemy, za mało osób może jechać. Większość kucyków nie może jechać bo jeden kaszle, drugi w sumie też kaszle, trzeci zostaje jakieś zastrzyki chyba bo kaszle… Kurczę wszystkie kaszlą! Coś dziwnego. Moim zdaniem każdy by kaszlał, jak na każdej jeździe tak się kurzy, że żeby coś widzieć trzeba by było mieć światła przeciw mgielne…
W każdym razie jeździłyśmy z panią Dorotką jak zwykle elementy programów. Ja miałam się skupić na głowie Stefana, żeby w ogóle jej nie podnosił, no i przy okazji jakieś łopatki, ustępowania, dodania itp. Zadowolona byłam z ustępowań, bo robi je na guziczek, z dodań i z kontgalopów też. Reszta była trochę gorsza. Łopatki czasem były czasem nie, ale nie mogłam się nad nimi skupić bo cały czas ktoś mi zajeżdżał drogę i musiałam go mijać. Na koniec jazdy, gdy wszyscy już zjechali z czworoboku, bo minęła już ponad godzina ćwiczyłam żucie z ręki. Na ostatnich zawodach najbardziej mi to nie wychodziło i obawiam się, że go zepsułam, gdyż wcześniej robił je całkiem nieźle. Maltretowałam to żucie przez kolejne 20 min. No i zaczęło coś wychodzić ale nie tak jak było wcześniej…
Jutro trening skokowy. Ciekawe jak wysoko będziemy latać…?



DODAJ KOMENTARZ?