Dzisiaj było ujeżdżenie z panią Dorotką. Po raz pierwszy miałam jechać program ujeżdżeniowy po wakacjach. Niestety moje plany zostały zniweczone przez ulewę!
Gdy przyjechałam na plac gadałam z Magdą i akurat się tak złożyło, że zaczęłyśmy rozmawiać o pogodzie, która wtedy nie była jeszcze taka zła, ale już w oddali widać było ciemne chmury. Właśnie wtedy Magda powiedziała, że nad Warszawą przez cały dzień były takie chmury, ale nie spadła ani jedna kropla deszczu. Na tamtą chwilę jej słowa dodały mi otuchy. W żadnym wypadku nie zamierzałam zmoknąć szczególnie, że wcale nie czułam się najlepiej, niestety się nie udało…
Gdy zaczęłam się rozprężać oczywiście pierwsze co zrobiłam to złapałam wodze o połowę krócej niż dawniej i zganaszowałam Sojuza na “krótko i wysoko” jak brzmi moje dzisiejsze motto. Muszę przyznać, że całkiem mi się podobało ponieważ prawie od razu Smoczek puścił i był prawie miły w pysku. Po kłusach i galopach zaczęłam robić bardziej wymagające elementy programu L czyli np. dodania (wychodziły mi bardzo dobrze, głównie skupiałam się na tym, żeby przypadkiem nie podniósł głowy i w sumie wychodziło), zatrzymania (musiałam je zrobić kilka razy ponieważ raz zostawała jedna noga raz druga, aż w końcu stanął idealnie więc postanowiłam go więcej nie męczyć tą figurą skoro już zrobił ją tak dobrze), no i różnego rodzaju przejścia z którymi raczej nie miałam problemu. Tylko czasami zadzierał mi głowę albo nie chciał się wygiąć ale po chwili mu przechodziło.
Jak już dotarłam na czworobok zaczęło troszkę kropić. Nie przejęłam się tym. Potem rozpadało się mocniej. Pomyślałam tylko, że dobrze, że wzięłam kurtkę. A już po chwili lało jak z cebra, a do tego uderzały w nas wielkie kulki gradu. Dosłownie po chwili byłam przemoczona do suchej nitki, zlodowaciała i do tego nalało mi się do butów. Na szczęście pani Dorotka była tak miła, że się nad nami zlitowała i kazała pojechać do stajni bo trening w takich warunkach nie miał zbytnio sensu.
Wyszło na to że miałyśmy połowiczny trening który zakończył się dość drastycznie. I pomyśleć, że w tam samym czasie ktoś z innej stajni w najlepsze prowadził sobie trening nie martwiąc się o pogodę na zewnątrz ponieważ miał HALĘ, coś czego naprawdę nam brakuje!!!
Ponieważ deszcz nie ustawał, reszta treningu jest przełożona na jutro rano, na 10.30. Wyjazd do Pieniek ma być około 14.00 i po południu już treningu nie będzie. Plan zawodów jest taki (ponieważ są to mistrzostwa polski kuców i małych koni) że w piątek jest ujeżdżenie, w sobotę kros a w niedzielę skoki. Najbardziej nielubiany przeze mnie wariant, bo krosik lubię mieć na koniec jako nagrodę.
Postaram się dać Wam znać jak mi i innym idzie. Może być trudno ale będę się starać :)



Komentarze
Magda
a ty nie chodzisz do szkoły?
zebrazklasa
Jak mam zawody, to nie chodzę. A potem muszę nadrobić.
Magda
aha to fajnie masz :D mi to nie pozwalają na takie coś , ale pewnie dobrze się uczysz