Przepraszam że wczoraj nic nie napisałam, ale po prostu nie miałam czasu. Pierwszy raz mieszkam bezpośrednio przy stajni. Zwykle mieszkałam kilka lub kilkanaście kilometrów od miejsca zawodów. Jak się mieszka w hotelu to nie ma się tyle pracy, lecz gdy już się jest tuż przy stajni to ciągle albo trzeba coś zrobić z końmi, albo posprzątać albo iść obejrzeć gdy ktoś z naszych zawodników w właśnie jedzie program. Ogółem mówiąc cały czas jest coś do roboty, i dlatego właśnie jak wzięłam ze sobą trzy książki do czytania, to jak na razie przeczytałam zaledwie 10 stron!
Wczoraj miałam trening rano na 10.30. Jeździłam tylko z Anią i Magdą więc nie było żadnego tłoku na czworoboku. Niestety po ulewie jeszcze poprzedniego dnia siodło było jeszcze trochę mokre, chociaż przez całą noc leżało razem z butami, sztylpami, kaskiem, rękawiczkami a nawet wodzami w łazience przy kaloryferze susząc się przy najwyższej temperaturze grzejnika.
W sobotę na treningu co prawda była lekka mżawka ale to nie był największy problem którym było podłoże. Mnóstwo kałuż, błoto i ogólnie mało przyjemnie jak na ujeżdżenie. Nic jednak nie mogłyśmy na to poradzić. W każdym razie nie jeździło mi się fenomenalnie. W dodatku Sojuz najwyraźniej nie mógł się pogodzić z tym że musi teraz nosić głowę wysoko i krótko, co spowodowało, że tak strasznie zgrzytał zębami! Szczególnie podczas tego jak jechałam przed panią Basią program to mu się to spodobało. Jak zwykle nie jechało mi się dobrze, Trenerka powiedziała, że był bardzo dobry ale ja nie miałam takiego wrażenia. Po tamtym treningu tylko się modliłam żeby padał deszcz jak będę jechać już program na zawodach ponieważ wtedy sędziowie siedzieliby w samochodach i może mniej słyszeliby to zgrzytanie, które można by było porównać do grzmotu pioruna.
Po jeździe kiblowałam w stajni 3,5 godziny gdyż dopiero o 14.00 miało być pakowanie koni. Przez ten czas obcięłam Smokowi grzywę i ogon, trochę pomogłam Królikowi przy koniach no i oczywiście się spakowałam. Gdy już zaczęło się pakowanie było mnóstwo roboty, ponieważ wiele osób nie przyjechało więc trzeba było zapakować im paki, ubrać konie i je załadować. W każdym razie jak już wyjechaliśmy to podróż minęła mi bardzo szybko. Cały czas gadałam z Julką i jej Tatą, z którymi jechałam. Do stajni zajechaliśmy jako pierwsi pomijając fakt że pani Basia z Perłą stała przez godzinę na łące z końmi w przyczepie ponieważ się zakopały i trzeba było wezwać traktor na pomoc to w sumie do stajni jako stajni zajechaliśmy pierwsi. Niestety musieliśmy czekać na ciężarówkę z końmi jakieś półtorej godziny no ale na to taż nie mogliśmy nic poradzić. Gdy już nareszcie wypakowaliśmy konie i całą resztę mogliśmy rozjechać się do hoteli, a w moim przypadku do domku 500 metrów od stajni i pójść spać.
Dzisiaj rano obudziłam się wcześnie bo o 7.30, ubrałam się i poszłam zobaczyć co tam dzieje się w stajni. Przygotowania szły pełną parą. Konkurs zaczynał się dopiero o 10.00 ale ci, którzy jechali w Mistrzostwach mieli przegląd o 9.00. Na szczęście nie należałam do tej grupy więc wiedząc że mam start o 12.52 spokojnie poszłam zjeść śniadanie. Gdy już z niego wróciłam to zorientowałam się, że skoro nie ma Mamy ze mną to sama będę musiała zrobić koreczki! Zabrałam się do tego o 9.00 a skończyłam o 10.30! A do tego część zrobiła mi jeszcze Ania więc wychodzi że jakieś 8 koreczków zajęło mi 1,5 godziny! Chyba ustanowiłam nowy rekord :) Na szczęście Sojuz nie okazywał nadmiaru energii i przez ten cały czas stał w miejscu i czekał zapewne modląc nie żeby te katorgi się w końcu skończyły.
Ze stajni wyjechałam w punkt o 12.00, czyli miałam 50 minut na rozprężenie. Jeździło mi się naprawdę super. Nawet myślałam, że ten czworobok będzie moim najlepszym w życiu ale niestety się nie udało. Przed wjazdem pani Basia powiedziałam mi jeszcze, że ten program poprzedniego dnia był dobry ale teraz mam się wysilić żeby ten był jeszcze lepszy. Niestety się nie udało…
Gdy tylko wjechałam na plac konkursowy Sojuz od razu nastawił uszy i z przestrachem patrzył na wszystko co się ruszało i na to co nie, też. A jak wjechałam na czworobok to dopiero była katastrofa. Dziewczynki szybko zamknęły szranki za mną i do tego słońce się w nich odbiło i zamiast wjechać kłusem prostą linią, galopem zjechałam z linii środkowej. Ja nie zauważyłam tego odbijającego się słońca i w sumie nie wiedziałam dlaczego Smok się spłoszył, ale potem pani Basia mi o tym powiedziała. Dalej koń szedł totalnie wypaszczony, nie mogłam dojechać do ścian gdyż bał się każdej literki plus jeszcze na końcu programu przy przejściu ze stępa do kłusa w literze C czyli tuż przy sędziach wszedł w szranki i po raz setny ruszył galopem. Czyli ogółem, masakra. Po tym przejeździe byłam totalnie załamana.
Już po rozsiodłaniu poszłam do biura żeby wziąć moje oceny i patrzę a tutaj 51,1 punkta! Że co?! Patrzę dalej, Jestem trzecia na 12! Nie do pomyślenia! Wzięłam ze sobą te kartki i pokazałam pani Basi a ona powiedziała, że tak się zdarza. Pojedziesz beznadziejny czworobok, ale ocenią cię bardzo dobrze albo pojedziesz świetny czworobok a dostaniesz beznadziejne oceny. Takie właśnie są uroki ujeżdżenia.
Jutro jest kros. Startuję o 11.47 ale dostałam dyżur karmienia, więc i tak będę musiała wstać o 6.40. Nawet się wyspać nie można!




Komentarze
Czytelnik
Jeżeli Smok Ci zgrzyta zębami to chyba musisz zainwestować w nachrapnik meksykański :) Podobno po zastosowaniu tego nachrapnika koń przestaje zgrzytać ( tak pisało w gazecie )
Pozdrawiam :)
meg
chyba juz za późno żeby Ci to powiedzieć ale niedobrze jest suszyć skórzane rzeczy na kaloryferze, niszczą się ;)
No i oczywiście gratulacje :-)
niebieskaekipa
Widziałam twoje filmiki na YT – i przyznam że świetnie jeździsz :)
zebrazklasa
dzięki!