Jak jechałam do Swoszowic z perspektywą zostania dwa dni totalnie samej w obcym miejscu w namiocie, nie było mi wesoło. Pani Basia mówiła mi, że nareszcie będę mogła się wyspać i odpocząć od rodziców. Wyspanie się nie udało, ponieważ od samego rana ktoś jeździł traktorami, a dodatkowo musiałam wstawać karmić Smoka.
Oto moja rezydencja z ostatnich dwóch dni. Pożyczona. Materac dmuchany okazał się dziurawy, na szczęście trenerka dała mi trzy śpiwory i jeszcze miałam kołdrę z domu i na tym spałam. Nie było tak źle. Pierwszej nocy przeżyłam atak mrówek, ponieważ miałam w namiocie jedzenie w torbie. Kolejnego dnia udało mi się je umieścić w lodówce u jednej mieszkającej tutaj osoby, ale i tak przychodziły razem z komarami i muchami.
Około południa namiot stał kilka godzin w słońcu co powodowało, że tak się nagrzewał, że musiałam wachlować wejściem i sufitem, żeby powietrze wewnątrz się ruszyło.
W poniedziałek wyszłam rano ze Stefanem na godzinny spacer (pod siodłem). Robiłam ustępowanie, wolty itp ale trudno mi było z tą obitą łydką i ranami pod kolanami. Tak więc dałam sobie spokój z ćwiczeniami, tylko stępowałam i gadałam z koleżanką przez telefon. Moje nogi mają się troszkę lepiej, ale wciąż okropnie bolą jak się do nich dotyka.
W poniedziałek po południu zdecydowałam się już nie wsiadać w siodło, tylko wyjść z nim na spacer w ręku. Problem w tym, że tu nie ma zupełnie terenu z trawą. Oprócz dwóch czworoboków są tylko drogi, stajnie i piaskowy padok.
Dlatego chodziłam z nim po obrzeżach ośrodka i szukałam choćby kępki trawy.
W nocy z poniedziałku na wtorek było jeszcze trudniej spać, bo już zjeżdżali zawodnicy i samochody jeździły non stop. Trudno było też się umyć ponieważ tu jest łazienka, ale prysznic nie ma kabiny a drzwi od łazienki się nie zamykają, a przybyło ludzi.
Nadszedł ostatni dzień samotności. Wstałam, nakarmiłam Smoka, a potem się położyłam jeszcze pospać, ale przez te samochody nie mogłam zasnąć. Zaczęłam czytać książkę, potem poszłam do Smoka dodać mu siana. Książkę czytałam przez pół dnia. Pani Maria przyjechała około 14.00 to stwierdziłam, że muszę zrobić korki. Zaczęłam je robić, ale Pani Maria powiedziała, że korki są za grube. Ponieważ jak wiadomo korki robi moja mama, a ja wkręcam hacele, powiedziałam Pani Marii, że nie mam w tym doświadczenia i ona sama zrobiła Smokowi korki.
Smok stoi w fajnym boksie, bo jest częściowo otwarty na zewnątrz i ma widok i przewiew.
W programie OOM we wtorek miał być obowiązkowy trening od 14.00-17.00. Ja wsiadłam na konia o 16.00, bo miałam mieć przegląd o 17.20. Na treningu starałyśmy się Smoka nie przemęczyć, więc ćwiczyłyśmy zwykłe zmiany nogi przez stęp itp. Skończyłyśmy tuż przed 17.00 i okazało się, że przegląd jest przełożony o godzinę. To zdążyłyśmy go jeszcze umyć i pójść coś zjeść do barku.
Żeby nie nadwyrężać moich ran pod kolanami, zostałam na przegląd w spodniach z treningu i tylko założyłam białą bluzkę z logo WMZJ. Przegląd był na kwarcowym piasku, bardzo lubianej przez Smoka powierzchni. Starałam się energicznie biegać, żeby pokazać, że on jest pełen energii, tym bardziej, że lekarz był ten sam co w Facimiechu i pewnie brał pod uwagę, że ten koń już szedł jedne OOMy. Na tym zdjęciu nie jestem ja, ale tak to właśnie wyglądało.
Parę minut po przeglądzie przyjechała moja mama. Nakarmiłyśmy konia, spakowałyśmy moje rzeczy i zaczęłyśmy składać namiot. Okazało się, że rozkładanie było łatwiejsze. W końcu zebrało się przy tym namiocie sporo osób obradujących jak to złożyć i wreszcie się udało.
Na ujeżdżeniowy OOM przyjechała też Zuzia Leśniak, z którą stałam na podium w Facimiechu i bardzo fajnie nam się gadało. Jej mama pomogła nam złożyć namiot.
Po spakowaniu się pojechałyśmy z mamą do hotelu w którym mamy spać (wreszcie normalne łóżko!), a potem zaczęłyśmy szukać restauracji, żebym mogła po dwóch dniach zjeść coś ciepłego. W Swoszowicach jednak nie ma restauracji czynnej później niż do 21.30. Musiałyśmy pojechać do McDonalda do Krakowa.
Po powrocie wreszcie wzięłam normalny prysznic z kabiną w zamykanej łazience, a potem mama odkaziła mi nogi specjalnym płynem, który nie piecze tak jak woda utleniona. Potem opatrzyła mi nogi specjalnymi plastrami z apteki szpitalnej, które podobno pomagają się goić ranom.
Jutro program jest taki:
O 13.10 jadę P-10R. O 14.30 jest uroczyste otwarcie OOM. O 19.10 jadę P-4. W dużych koniach jest 12 par na liście, a w kucach 13. Wiem jednak, że cztery konie nie przeszły przeglądu weterynaryjnego, tylko nie wiem z której grupy.
Jak zwykle liczę na wasze kciuki!









Komentarze
Ewelina
strasznie wyglądają te rany na Twoich nogach, współczuję!
zebrazklasa
Mam tylko nadzieje, ze nie powstaną blizny, ale lekarz z karetki powiedział, ze przy tak głębokim uszkodzeniu skory, blizny bedą. Mogę się tylko cieszyć, ze pod kolanami. :( Teraz nie mam już na o wpływu, mogę co najwyżej smarować masciami przeciw bliznom. Te plastry podobno przyspieszaja gojenie o 50% i zmniejszają ryzyko blizn.
Ola
ale ty jesteś wytrzymała, że z takimi ranami zdobyłaś 3 msc w OOM, jeszcze teraz ujeżdżenie jedziesz, podziwiam cię na prawdę !! :) I oczywiście trzymam za was kciuki :)
olik605
Trzymam za Was kciuki i mam pytanie, czy na tych OOMach ujeżdżeniowych jest tylko jeden dzień zawodów, czy więcej?
zebrazklasa
dziś były dwa półfinały a jutro jest jeden przejazd finałowy wg programu P9
Konikowa
Trzymam kciuki ; )) Jesteście świetną parą : )
olik605
A tak w ogóle to wiedziałam, że dasz radę, no bo w końcu jesteś ZEBRĄ Z KLASĄ!!!xD
zebrazklasa
dzięki :)
ada
Co Ci się stało w nogi?
asia
Jak była z Sojuzem na spacerze, to na drodze leżały takie białe, plastikowe sznurki, na taka jakby taśma i Gosia przeszła, a Sojuz zaczepił o te sznurki ochraniaczami, wpadł w panikę, wyrwał do przodu. Te sznurki były umocowane i naciągnęły się, zrobiły taką “procę” i przecięły nogi pod kolanami Gosi, a kiedy zjeżdżały jej po nogach to jeszcze jej po łydce przejechały. To było podczas OOMów chyba w 2012r.