Gdy wsiadłam na konia wszystko było ok. Stępowałam spokojnie zagadana z dziewczynami. Jednak jak zaczęłam kłusować aż zrobiło mi się gorąco. Czułam, że coś jest nie tak a mianowicie wydawało mi się że Sojuz KULEJE!!! Najpierw jechałam prosto i nie było najgorzej, jednak gdy zaczęłam robić koło w prawo wydawało mi się, że zaczął utykać strasznie. Podjechałam do pani Basi żeby zapytać ją czy on nie kuleje a ona powiedziała że…
Ciąg dalszy nastąpi…
Żart :) W każdym razie powiedziała, że on nie kuleje. Wydawało mi się tak, bo Smok ma specyficzny typ ruchu. Przenosi ciężar na prawą i lewą nogę na zmianę przez co się huśta przez co wydaje mi się że kuleje. I rzeczywiście za każdym razem gdy zakłusowywałam wydawało mi się że utyka a potem się przyzwyczajałam i wtedy wszystko było ok.
Dzisiaj było ujeżdżenie i po raz pierwszy od wieków zrobiliśmy nowe ćwiczenie, a mianowicie cofanie. Sojuz potrafi to bardzo ładnie, więc nie miałam z tym większego problemu, jednak zakłusowanie z cofania, to jest dopiero sztuka! Ale liczy się sam fakt. Nareszcie coś nowego :)
Ogólnie jeździło mi się bardzo dobrze. Byłam bardzo zadowolona z żucia z ręki, które wychodziło mi o niebo lepiej niż wcześniej. Jedyne co miałam do zarzucenia to to, że im niżej była jego głowa tym mniejsze było koło.
Również bardzo zadowolona byłam z dodań. Smok od zawsze miał do tego talent więc dla niego to łatwizna. Jednak nie wiem jak to zrobię żeby wysiedzieć w dodanym kłusie na Eliminacjach do om. ujeżdżeniowych na których nie można przecież anglezować. To będzie masakra!
Jutro mają być galopy kondycyjne i drążki. Więc nic ciekawego. Dobranoc!



DODAJ KOMENTARZ?