…mamy jeszcze czas…

Dzisiaj skakaliśmy krosówki z panią Basią. Obawiałam się tego treningu, gdyż ostatnim razem Sojuz bardzo się obawiał rowów, które są u nas wyjątkowo szerokie i przez to dziwnie i wysoko je skakał.

Jak zwykle trening zaczął się dzisiaj od drągów:

Na drążkach wszystko było ok. W miarę pasowało i Smok ładnie zmieniał nogi, ale potem doszły jeszcze krzyżaczki…

…które też mi wychodziły. Później skakaliśmy okserek w jedna i drugą stronę. Raz było za blisko…

ale i tak Sojuz się pięknie zaprezentował:) (spójrzcie na jego fryzurę, co za elegant :) ).

Potem zaczęliśmy skakać krosówki, a na początek stacjonatkę na rowie. Już na niej zdarzyły się innym wyłamania, ale na szczęście Smok tylko (albo aż) się na nią patrzył szeroko otwartym okiem… Teoretycznie nie powinien ale ma po prostu taki charakter, więc muszę o tym zawsze pamiętać jak na nim siedzę.

Gdy zaczęły się parkury trochę się przestraszyłam bo już w pierwszym pojawił się szwed, czyli rów który skacze się razem z jakąś np. stacjonatą która stoi tuż za nim. Ale akurat tego Smok wydawał się nie zauważyć…

Ciągle było mi za blisko najprawdopodobniej dlatego że Sojuz był rozciągnięty i nie miałam nad nim kontroli. Nie mogłam skrócić mu fuli. Ale się nie przejmuję, w końcu mam go dopiero 1,5 miesiąca i jeszcze go nie ogarniam.

Drugi kros był już lepszy:

Na szczęście mamy jeszcze czas na zgranie się. Całe kolejne 1,5 miesiąca do OOMów… :)

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.