Dzisiejszy dzień zaczął się około 8 rano. Po stosunkowo krótkiej nocy, wygramoliłam się z łóżka by się spakować, zjeść śniadanie i wyjechać do stajni. Wydawałoby się, że te czynności powinny zająć w porywach godzinę, ale nie dla mnie. Ja zawszę muszę się spóźnić :P Tak więc zamiast wyjechać z domu o dziesiątej, zrobiłyśmy to o 11, tym samym w stajni byłyśmy około 11.20. Gdy tam zajechałyśmy i dopakowałyśmy pozostałe rzeczy do paki, pani Kasi jeszcze nie było. Stwierdziłam więc, że przejdę się jeszcze z Sojuzem, bo przecież przez kolejne dwa dni będzie stał. Muszę przyznać że na prawdę bardzo dobrze się spisał. Co prawda stępowanie i kłusowanie po prostej nie jest trudną sztuką, ale jakieś tam wymagania są. Mianowicie bardzo podobało mi się, że znacznie powiększył wykrok (zaczął przekraczać o jakieś trzy kopyta) od ostatniego razu i do tego bardzo ładnie schodził z głową w dół w kłusie :)
Po skończeniu pracy ze Smokiem, zdjęłam Doncastera z padoku, oczyściłam go i ogólnie przygotowałam do wyjazdu.
Spakowałyśmy pakę, a potem z Panią Kasią sprawdzałyśmy na wyrywki czy wszystko jest, żeby znowu nie pojechać np bez popręgu. Zapakowałyśmy siano, jedzenie i pakę do przyczepy i ubrałyśmy Doncasera, który po lekkiej demostracji swojego niezadowolenia z powodu planowanej podróży bez obiadu w końcu wszedł do przyczepy. Nareszcie mogłyśmy wyruszyć :)
Podróż trwała około pięciu godzin z przerwą na Mc ‘Donalda, tak więc dojechałyśmy na miejsce przed 20,00. Problem był taki że nie mogłyśmy znaleźć boksu z imieniem naszego konia. Po dłuższym czasie okazało się że organizatorzy nie dostali naszego zgłoszenia, tylko doszła do nich zaliczka, tak więc wiedzieli że jakiś koń ma przyjechać ale nie znali jego imienia. W każdym razie gdy Donek został już ulokowany, a dzięki hojności organizatora dostałyśmy miejsce na nasze rzeczy w siodlarni, trzeba było jeszcze iść na chociaż krótki, ale trening. Skończyło się na tym że jeździłam na placu całym w wodzie, jeszcze do tego zaczęło lać, więc mocno przemokłam, a wszystko dlatego że do 20.00 otwarta była hala z piaskiem kwarcowym ale po tej godzinie już nie można było na nią wejść :( Ale w czasie treningu zobaczyłam piękny trawiasty parkurek przygotowany do jutrzejszych skoków. I tam nie widać było stojącej wody.
Następnie obrobiłyśmy jak najszybciej Donka (dałyśmy jeść, wyczyściłyśmy…) i ruszyłyśmy do hotelu.
Jutro startuję jako ostatnia (17) w klasie L. mam start trochę po 12.00. Bardzo miła jest perspektywa że ujeżdżenie odbędzie się w hali na kwarcu :) Dopiero na skoki trzeba przejść na ten trawiasty parkur. No i jutro trzeba będzie ze trzy razy przejść kros. W taką pogodę pewnie nie będzie to przyjemne…
Wiadomość z ostatniej chwili (23:51): LEJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





Komentarze
mojajazdakonna
Deszcz niestety teraz wszędzie :/
Życzę powodzenia!!! ;)
zebrazklasa
dzięki! mam nadzieję że jutro będzie lepiej…