Rybnik – mokry pierwszy dzień

Późno już więc tak pokrótce, pierwszego dnia Rybnika miałam ujeżdżenie i skoki. Niespodziewanie dla mnie ta pierwsza konkurencja odbywała się w hali, ale okazuje się że na zawodach w Rybniku to norma. Na dworze z kolei się rozprężaliśmy, a po tym jak całą noc padało było tam takie błoto, że jak na nim się rozprężałam to przypomniały mi się jesienne jazdy w Paszkowie… W każdym razie poszło mi całkiem dobrze. Moim zdaniem ten czworobok był znacznie lepszy od tego na OOM-ach, ale niestety Donek był sztywniejszy niż wtedy. Oczywiście nie wspominając o zatrzymaniach, bo te zawsze wychodzą mi masakrycznie :P Za ujeżdżenie jedna sędzina dała mi nawet 72,27% (chociaż druga tylko 66,36%), ale średnia wyszła 69,32% i przeliczając ją na punkty karne [(100-69,32)x1,5] wyszło 46pkt czyli bardzo przyzwoity wynik. No i niespodzianka dla Was – szybciutko powieszony film – korzystając z tego, że w hotelu jest wi-fi :).

Po ujeżdżeniu od razu się przesiodłaliśmy na siodło skokowe i ruszyliśmy na parkur. Plac skokowy był na prawdę przyzwoity. Nie było mokro i (co prawda jak się miało hacele) mogło się na tej trawce fajnie pogalopować. Na pewno była to miła odmiana po rozprężalni, która za to stała w wodzie po kostki. Stały tam dwie przeszkody, z czego na okser wyskakiwało się z wody i lądowało się w wodę. Łagodnie mówiąc: masakra!

IMG_3033 małe IMG_3050 małe IMG_3051 małe IMG_3052 małe IMG_3084 małe

Pakrkur przejechałam na zero, ale jakby były to zawody na styl pewnie zarobiłabym ze dwadzieścia pkt :). Prawie do kazdej przeszkody było mi za blisko, a w ogóle do siódemki (okser) to sama rozpędziłam Donka, bo chciałam żeby zrobił duży skok, ale i tak wyszło za daleko i wyszedł taki kiks, że aż było mi wstyd :P

O 16.00 miał się otworzyc kros, tak więc w przerwie poszłysmy coś zjeść do knajpki, a potem w drogę. Po pierwsze samo to pole na którym były ustawione te przeszkody było jakiś kiklometr od stajni (idąc wąziutką ścieżką i zapadając się w błocie po kostki), a po drugie ten teren jest tak pokręcony (ścieżki, kręte dróżki) że zapamiętanie trasy krosu to cała sztuka! Do tego na początku nie miałyśmy mapki, a nawet jak ją już dostałyśmy, to i tak strasznie błądziłyśmy. Po dwukrotnym przejściu trasy, moja mama i trenerka zabrały się samochodem do stajni z delegatem technicznym, a ja zostałam żeby jeszcze raz ją przejść. Wyszło na to, że zrobiłam to dwa razy (kolejne 4 km), do tego złapał mnie deszcz, i jeszcze musiałam wracać na piechotę do stajni. Ogólnie miałam dosyć :P

mapka małe

 

mapka małe2

Szybko więc wróciłyśmy do hotelu, umyłam się , pooglądałam jeszcze konie na Eurosporcie i poszłam spać.

PS: jak na razie jestem pierwsza w L :)

Komentarze

16

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.