Strachy na lachy

Przepraszam że wczoraj nic nie napisałam ale po prostu nie zdążyłam :)

Wczoraj miałam galopy kondycyjne. Pani Basia dziwnie ustawiła treningi ponieważ Ania z jej mamą miały na 16.30, ja na 17.00 a pod koniec jazdy jeszcze dojechała Perła. Tak więc wszystkie miałyśmy teoretycznie trening o innej godzinie.

Jeździło mi się całkiem całkiem dobrze, oprócz tego że Sojuz miał mnóstwo energii, a w jego przypadku oznacza to, że bał się dosłownie wszystkiego. Prawie całe dziesięć minut kłusa poświęciłam na oglądanie przeszkód krosowych i pani Basi siedzącej w krzakach. Do tego zaczęło padać a jak  wiadomo – w deszczu wszystko jest czystsze – co za tym idzie bardziej kolorowe, czyli straszniejsze. Gdy przeszłam do galopu Ania z jej mamą już na szczęście stępowały, unikałyśmy tym samym wielokrotnych zderzeń. W galopie przejeżdżałam przez drągi, zmieniałam nogi, no i oczywiście objeżdżałam przeszkody które na nawo zaczęły przerażać Smoka. Końcowy kłus był jak zwykle męczarnią. Sojuz był tak zmęczony, że dla odmiany nie zwracał uwagi na nic. Byłam totalnie mokra zresztą tak samo jak pani Basia. Miała już tak dosyć, że gdy zapytałam ile jeszcze mam kłusować powiedziała że teoretycznie jeszcze 3 minuty, ale mogę już skończyć. Ta więc przeszłam z ulgą do stępa. Niestety wtedy trenerka chciała wylać wodę z jakiegoś wiaderka i podniosła je gwałtownie, co spowodowało, że w przeciągu pięciu sekund znalazłam się na drugim końcu placu, pędząc w dzikim popłochu. Chyba powinnam się już do tego przyzwyczaić :)

Gdy przyjechałam do stajni zrobiłam Smokowi strzałki dałam podwójną porcję siana, 80 cukierków i zajęłam się sprzątaniem paki. Mama powiedziała że będę musiała na nią poczekać jakieś półtorej godziny więc miałam mnóstwo czasu na spenetrowanie i wyczyszczenie mojej paki.

Jak przechodziłam koło stajni angielskiej zauważyłam w jednym boksie jakieś ptaki. Stajenny powiedział że to są kury ozdobne, które należą do kolegi właściciela stajni i mają jechać niedługo na wystawę do Białego Stoku. Zostały tutaj przywiezione ponieważ sąsiadów tych znajomych mieszkających w bloku, bardzo denerwowało gdy ten kogut zaczynał piać codziennie przy wschodzie słońca. Wow! Nasza stajnia zaczyna się zamieniać w jakiś zwierzyniec. Mamy już ponad 40 koni, Poziomkę i Pudziana, sześć psów, dwa koty i jeszcze dwie kury ozdobne. Nieźle :)

W każdym razie mam dzisiaj na 13.00 ujeżdżenie z panią Marią. Coś czuję, że to nie będzie najlepsza jazda w moim życiu bo i ja i Sojuz jesteś ostro zakwaszeni po tych galopach kondycyjnych. Życzcie powodzenia :)

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.