Trenując do krwi…

Przyjechałam dziś do stajni z Anią, więc miałam godzinę do treningu. Czekałam trochę, potem powoli siodłałam, a na trening wyjechałam 10 min przed czasem. Było nas cztery osoby które przygotowywały się do zbliżających się eliminacji. Nawiasem mówiąc nikt, ale to nikt by się nie domyślił patrząc na nas, że przygotowujemy się do TAKIEJ okazji. Większość z nas nie czuje, że robi te programy choćby dobrze. Po treningu byłyśmy podłamane…

Okazało się, że trening miałyśmy z panią Agatą, którą do tej pory znałam z tego, że jest weterynarzem. Na początku mieliśmy rozprężenie i ćwiczenia poszczególnych elementów jak łopatki, ustępowania, wolty. Łopatki mi nie za bardzo wychodziły, ale ustępowania były ok. Niestety miałam w ręku sto kilo, z czym było mi bardzo trudno jechać program. Po ćwiczeniach każda z nas jechała wybrany program. Ja jechałam P9 jako ostatnia. Niedobrze mi się jechało. Powtarzałam dużo razy łopatki, gubiłam się w literach, bo na naszym czworoboku są zarówno litery do małego czworoboku jak i do dużego czworoboku. Ujeżdżenie w wkkw jeździmy zawsze na małym czworoboku, więc w tych eliminacjach nowością dla mnie to, że wszystkie programy jadę na dużym.

Później dziewczyny już poszły i Pani Agata poradziła mi Smoka rozluźnić. Jechałam z nim stępem na kole i drgałam wewnętrzną ręką, że by rozluźnić mu tą szczękę, a zewnętrzną trzymałam. Po tym ćwiczeniu Smok rzeczywiście się rozluźnił i różnica była OGROMNA. Bardzo fajnie przeszedł np z galopu do stępa, łopatki się udawały, przy przejściu z kłusa do stój poczułam, że zrobił to tak jak powinien to zrobić dwugwiazdkowy koń. Stępowałam jeszcze a tu okazało się, że przyjechała po mnie mama, co oznacza, że była 19.00. Zsiadając z konia zdałam sobie sprawę, że mam coś nie w porządku z rękoma. Okazało się że mam od wodzy na palcach obu rąk popękane pęcherze, po TRZY na każdym przedostatnim palcu! Strasznie to bolało w zetknięciu z wszystkim, więc mama musiała mi pomóc opłukać konia i ochraniacze. Wzięłyśmy tez do domu siodło ujeżdżeniowe, żeby je przed zawodami domyć, bo jutro są podobno skoki. Nie wiem jak będę trzymać wodze, na tych ranach na palcach, bo spod popękanych pęcherzy wyziera czerwone mięso. Brrrrr.

Nastroje po treningu były bardzo marne. Zdecydowanie nie jest to nasza dyscyplina sportu :(

Komentarze

2

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.