Wyniki pierwszych zawodów na Smoku! CNC Jaroszówka 2012

W dniu krosu na szczęście nie miałam dyżuru na poranne karmienie, więc mogłyśmy dłużej pospać. Teoretycznie. I tak skończyło się tak, że przed dziewiątą zadzwoniła Luiza z pytaniem czy jedziemy na kros, bo klasa P już jedzie, a w niej Dominika i Perła. Skoro się już obudziłyśmy to zjadłyśmy śniadanie (własnoręcznie robione w pokoju tosty), zebrałyśmy nasze bagaże, wymeldowałyśmy się z hotelu i ruszyłyśmy na kros.

Po pierwsze pogoda była pod psem bo lał deszcz i wiał silny wiatr. Nawet pies Perełki tak uważał i się odpowiednio ubrał :)

Na klasę P już nie zdążyłyśmy. A szkoda bo Perła w niej wygrała na swoim kucu Różanej. Zdążyłyśmy na jedną i dwie gwiazdki. Akurat żeby obejrzeć przejazd Dominiki Paliwody w jednej gwiazdce na Haleonie:

O Dominice już pisałam wcześniej. To bardzo doświadczona zawodniczka. Do Jaroszówki przyjechała z trzema swoimi końmi, a i tak znalazła czas, żeby po krosie z Ryśkiem, jak miałam bardzo mało czasu, pomóc mi wykręcić hacele:) Mówiłam, zawodnicy u nas są bardzo fajni.

Potem obejrzałyśmy bezbłędny przejazd Janka Kamińskiego na Seniorze, którym przypieczętował swoje zwycięstwo w jednej gwiazdce! Na zdjęciu najazd na korner, który mama sfotografowała z wieży widokowej:

W czasie przejzadów dwugwiazdkowych przeszłam jeszcze raz kros. Całe szczęście, że to zrobiłam, bo zapomniałabym o siódmej przeszkodzie! Niby wydawało by się, że znam kros na pamięć, a jednak… Poniżej mapa krosu, jaką dostaje się z biura zwodów. Ja z niej akurat nie korzystałam, ale niektórzy zawodnicy korzystają.

Około 12.00 zaczęłam przygotowywać Ryśka, bo mieliśmy stratować o 13.30. Była co prawda półgodzinna obsuwa, ale pracy przy przygotowaniu do krosu jest tyle, że trzeba się zwijać.

A opóźnienie wynikło z tego, że jedna z gwiazdkowych zawodniczek spadła z konia i zabrano ją karetką do szpitala, a konia łapało kilkanaście osób po krosie.

Na szczęście okazało się, że zawodniczka tylko się potłukła i nic więcej złego jej się nie stało.

Między startami na Ryśku i Smoku miałam tylko godzinę przerwy. A rozprężać trzeba konia 20 min przed krosem, kilka minut na przejście i zostaje bardzo mało czasu. A poprzedniego dnia wkręcenie haceli Smokowi zajęło mi 20min, bo w przedniej podkowie jest chyba zepsuty gwint. Dlatego trzeba było przed pierwszym startem przygotować oba konie. Na szczęście we wkręcaniu haceli Smokowi pomógł nam tata Janka. Generalnie takie przygotowania są dość chaotyczne, bo ZAWSZE okazuje się być za mało czasu! Zawsze! Np wszystko niby było specjalnie przygotowane, a tu nagle nie ma kaloszków dla Smoka. Nie można znaleźć (oczywiście znalazłam je po krosie, były na samym wierzchu…). Człowiek się robi coraz bardziej nerwowy, a czas płynie. W każdym razie Rysiek był ubrany na gotowo, a Smok miał już wkręcone hacele i założone ochraniacze na nogi i tak czekał na swój start w boksie.

Przed startem pomimo tego, że uważałam ten kros za wyjątkowo prosty (z wyjątkiem rzeki), bardzo się denerwuję. Rysiek też się denerwuje, tak bardzo chce już biec, że nie może ustać w miejscu. Moim zdaniem on bardzo lubi kros i po prostu niecierpliwi się, żeby już gnać.

Kros poszedł nam bardzo dobrze. Co prawda pilnowałam czasu, żeby się wyrobić w normie i nie zarobić punktów karnych.

http://www.youtube.com/watch?v=NjqLdznoyss?hl=pl&fs=1&w=425&h=349

Co do krosu na Smoku, on się tak jak Ryś nie denerwuje. Jest to natomiast duży koń o dużej fuli. Kilka zawodniczek startujących na dużych koniach przede mną, zebrało punkty karne za zbyt szybki przejazd, co moim zdaniem jest bezsensowne! Dlatego na Smoku bardzo uważałam, żeby nie jechać za szybko. Filmy są niestety częściowo rozmazane, bo woda spływała ciurkiem po obiektywie, taki padał deszcz.

http://www.youtube.com/watch?v=QsZPuIL0S10?hl=pl&fs=1&w=425&h=349

Rozdanie nagród było po zakończeniu ostatniej serii kategorii B.

Finalnie zdobyłam siódme miejsce na Arysie i czwarte miejsce na Smoku! Po zaledwie sześciu wspólnych treningach w tym jednym skokowym na małych krzyżaczkach. Gdybym nie zrzuciła tej jednej przeszkody w parkurze, byłabym ze Smokiem druga!! Eeeeeh. Popracujemy razem i na przyszłość będzie lepiej. Poniżej rozdanie nagród w kategorii L, seria A . Od lewej strony idzie kolejność miejsc. Koło mnie Ania Bortnik, która na swoim młodym, pięcioletnim Simbie zajęła 3 miejsce.

Rozdanie nagród w tym przypadku zakończyło przyjemną część zawodów.

Po krosie trzeba koniom zaglinkować nogi szarą glinką. Ona schnie na taki jakby gips ochładzając koniom ścięgna. Spakowałyśmy sprzęt do paki i toreb, pakę do przyczepy, podwiesiłyśmy koniom siano w przyczepie, a potem zapakowałyśmy konie (w ochraniaczach transportowych) do przyczepy. Same byłyśmy od tego deszczu mokre na wylot. Wszystko – kurtki, spodnie, to co pod kurtkami – totalnie mokre.

O szóstej po południu wyjechaliśmy z końmi do domu. Około drugiej rano dojechaliśmy do stajni. I wtedy znowu trzeba rozpakować sprzęt, wyładować pakę, oczyścić nogi koni z glinki szarej (miały ją przez całą podróż pod ochraniaczami), którą trzeba delikatnie gumowym zgrzebłem zdrapać. Potem trzeba te same nogi zaglinkować różową glinką “na ciepło” tzn przykryć papierem, na to folią i ocieplaczami. Prawie o trzeciej rano liczy się przy takiej pracy każda końska noga… Mama jeszcze sprzątała przyczepę, która jest z wypożyczalni i musi być zwrócona czysta. Prawie o czwartej rano dotarłyśmy do domu totalnie wykończone. Tak właśnie wyglądają od kuchni zawody wkkw.

A następne, już za trzy tygodnie w Kwiekach…

Komentarze

9

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.