No i już po zgrupowaniu. Znowu poszło bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy trzeba było wyjeżdżać. Zaczynając od początku najpierw jak wiadomo jak mamy gdzieś jechać, to Czarek ma najlepszy sen i trzeba go poprosić, żeby raczył wstać ;) On jest komicznym śpiochem :D
Udało się w końcu z Sopotu wyjechać w piątek koło 10.00 dzięki czemu zajechałyśmy o 17.00 jako jedne z pierwszych (chyba jeszcze nam się to nie zdarzyło!) :) W ten sposób tuż po rozpakowaniu się chciałam jechać na halę pojeździć na Timonie, aby uniknąć zbędnych tłoków, ale niestety okazało się, że była ona zajęta przez tamtejszą szkółkę. Dodatkowo około 19.00 została zaplanowana kolacja, a potem wykład Pani psycholog sportu nt roli czucia ciała w jeździectwie, więc ostatecznie ograniczyłyśmy się jedynie do półgodzinnego spaceru z przerwami na skubanie wątłej trawki.
Trzeba przyznać że trochę obawiałam się jaki stan energetyczny koni zastanę następnego dnia podczas treningu, szczególnie że również i w czwartek miały wolne (wyszły tylko na padoczek), ale założyłam że jeśli je dobrze rozprężę powinno być ok. Myliłam się…
Pierwszego dnia treningów zostałam idealnie przydzielona do najgorszych grup pod względem czasowym, bo jedna jazdę miałam najwcześniej, a drugą tuż po objedzie (nienawidzę jeździć zaraz po jedzeniu :P). Najgorsze było jednak to że w związku z wczesną godziną, byłam na tyle nieogarnięta, że niestety nie wyrobiłam się z wyjazdem na cross na czas, czyli gdy miałyśmy być gotowe do skakania na 8.45 to wyjechałyśmy z dziewczynami ze stajni koło 10 min przed… W związku z tym byłyśmy zmuszone zrobić dość krótką rozgrzewkę i nawet pomimo iż starałam się jak najwięcej galopować, Scotty był tak strasznie podekscytowany nowym miejscem, że nawet nie było opcji aby go zmęczyć. Niestety ten stan utrzymał się prawie do końca jazdy, przez co on wciąż ze mną szedł, ja non stop musiałam go hamować, często miałam dość mocny kontakt, co z kolei nie było komfortowe ani dla konia ani dla mnie. W związku z tym podczas tej jazdy p. Dibowski wiele razy zwracał mi uwagę żebym dała koniowi więcej wodzy, większą swobodę, aby mógł mieć dłuższą szyje i lepiej pracować ciałem, ale niestety gdy chciałam wprowadzić te uwagi w życie kucyk od razu znacznie zwiększał tempo… Starałam się nie trzymać cały czas mocnego kontaktu, tylko działać półparadami albo czasami byłam nawet zmuszona go zatrzymać aby przemówić do rozumu, lecz widać było efekt jedynie przez chwilę. W związku z tym ogólnie nie skakało mi się najlepiej, szczególnie gdy ćwiczyliśmy zeskoki ponieważ przez po pierwsze byłam spięta, a po drugie Timi sam wyciągał mnie z siodła przez co niestety lądowałam na szyi. Na szczęście podczas ostatniego przejazdu Scotty chyba w końcu zszedł z pary, więc w końcu i ja mogłam się trochę rozluźnić i nagle z zeskokiem nie było żadnego problemu ;)
Jak już wspomniałam tuż po obiedzie trzeba było szybciutko maszerować do stajni i szykować następnego kucyka do jazdy, oczywiście jak się pewnie domyślacie Czarek był z tego powodu równie niezadowolony jak ja :P… Tym razem jednak nie popełniłam tego samego błędu i wyjechałam na plac dokładnie 30 min przed rozpoczęciem jazdy, aby mieć spokojnie 20 kilka min na rozprężenia (minus dojście na plac). Dzięki temu już przed pierwszymi skokami Chenaro był trochę mokry na szyi, lecz wcale nie pokrywało się to ze zmęczeniem. Podczas rozprężenia oprócz wielu dodań i skróceń starałam się również wplatać elementy ujeżdżeniowe, jak trawersy na kole, czy ustępowania, aby kucyk lepiej zaczął reagować na moje pomoce. Niestety nie dało się uniknąć również kilku zatrzymań czy mocniejszych półparad w sytuacjach gdy kucyk zaczynał dzidować, ale z upływem czasu koniecznych ich było coraz mniej. Po rozgrzewkowych skokach oraz paru kombinacjach z zeskokiem do wody i wąskim frontem mieliśmy za zadanie pojechać trasę złożona z kilku przeszkód. Ogólnie jechało mi się bardzo dobrze szczególnie, że nie musiałam już tak hamować kucyka, ponieważ jako że wyjechałam ze znanego mu placu i trasy głównie na koniach, wreszcie musiał słuchać moich pomocy aby wiedzieć gdzie ma biec co trochę go wycofało. Trasa składała się z kilku pojedynczych przeszkód, dwóch cofinów (przeszkoda, rów, przeszkoda), bankietu do wody z wąskim oraz kombinacji na placu złożonej z hyrd i kolejnych wąskich frontów. Mimo, że podczas rozgrzewki mieliśmy mały problem z rowem w pierwszym cofinie (kucyk zdziwił się że jako jedną z pierwszych przeszkód musi skakać jakiś ciemny dół) to tym razem wszystko poszło jak z płatka. Jedyne co można by jeszcze poprawić (oprócz kontroli jak zawsze) to moje słynne oko, które niestety czasami jeszcze zawodziło szczególnie gdy dłużej zostawałam w półsiadzie przy najeździe na przeszkody.
Ogólnie byłam całkiem zadowolona z treningów, głównie z Czarka, ale nadal odczuwałam lekki niedosyt bo gdyby nie nadmiar energii mogłabym się zaprezentować jeszcze lepiej (porównywalnie do tego jak jeździ mi się w domu), ale na szczęście perspektywy na następny dzień zapowiadały się pod tym względem obiecujące skoro koniki dostały taki wycisk podczas treningów :)
Czaruś się tak zmęczył, że nawet nie chciał wstać na nogi do jedzenia ;))) Skotty też sobie nieźle pościelił :)
Wieczorem czekał nas wykład z żywienia koni prowadzony przez Panią Paulinę Szybieniecką. Co ciekawe po południu Pani Paulina zważyła nasze wszystkie konie i okazało się, że Chenaro jest najgrubszy z wszystkich, pomimo że już obciętą ma 1/3 porcji które dostawał jesienią i po pierwsze trzeba go odchudzić a po drugie ustawić mu dawkę żywieniową ponieważ ma zupełnie inną przemianę materii niż Scotty, który je tyle samo a jest w formie idealnej. Być może to większa porcja pełnej krwi u Scottiego działa tak prztyspieszająco na metabolizm. Zatem na zgrupowaniu w Strzegomiu które odbędzie się 4-5 Kwietnia będziemy ustawiać żywienie dla koni to wtedy o tym napiszę.
Oprócz tradycyjnych wykładów i posiłków p. Dibowski zafundował zawodnikom jeszcze biegi kondycyjne, które zarówno mnie jak i zapewne większość juniorów doprowadziły do całkowitego stanu wyczerpania…










Komentarze
Ann
Biegi kondycyjne? W sensie, że pieszo?
zebrazklasa
no bieganie normalnie, trener Dibowski biega kilka razy w tygodniu żeby utrzymać kondycję
justii
haha świetny pomysł z tym bieganiem, pewnie myśleiscie,że to żart? Bardzo ciekawe info na temat tego żywienia
madzia
A z ciekawości ile było tych męczących kilometrów ?
kinga
Chenaro jest najgrubszy z wszystkich koni ? A to ciekawe bo nie wygląda ;)
ola
Już niedługo Twoje urodziny! Zazdroszczę takich zgrupowań. Jedyne na jakim byłam (raczej miałam być) zakończyło się na 4 dniach chorowania :(
tarsionka
Jak się nazywasz na snapchacie?