Awaria systemu

Pierwsza część dzisiejszego dnia była bardzo męcząca, ponieważ musiałyśmy wstać bardzo wcześnie, przyjechać od razu do stajni i co najgorsze jechać z koniem 7 godzin. Co prawda powinnyśmy się już przyzwyczaić, bo przecież oprócz Starej Miłosnej nie ma stajni, w której robią zawody wkkw poniżej 200 km od nas. Ja i tak nie miałam najgorzej, gdyż mogłam się przespać w samochodzie. Za to mama musiała jechać cały czas pomimo tego, że spała tylko 4 godziny. Wydaje mi się, że niewiele osób mogłoby coś takiego wytrzymać…

W każdym razie gdy już nareszcie dojechałyśmy okazało się, że jesteśmy same. Nikt z naszej stajni jeszcze wtedy nie dojechał. Tak więc spokojnie się rozpakowałyśmy, pościeliłyśmy Sojuzowi w boksie, dałyśmy mu jeść i pić. A następnie zadzwoniłyśmy do mamy Ani żeby dowiedzieć się gdzie są, i wtedy dowiedziałyśmy się że złapały gumę w trailerze. Na szczęście pani Basia z Trenerem jechali tuż za nimi i mieli odpowiedni sprzęt do pompowania opan. Jednak i tak sporo się przez to opóźnili. Pojechałyśmy więc się rozpakować do naszego hotelu.

Gdy wróciłyśmy wszyscy już się zjechali i właśnie zaczynali dawać koniom wodę do boksów. Była wtedy godzina 16.00, a pani Basia powiedziała że za dziesięć piąta mam siedzieć na koniu. Tak więc miałyśmy jeszcze 50 min, więc zaczęłyśmy pleść warkoczyki. To znaczy mama zaczęła :P a ja zbierałam siły przed jazdą…

Gdy przyjechałam na trening dowiedziałam się o pewnej awarii, a mianowicie awarii aparatu. Mama powiedziała, że przestał robić zdjęcia i nawet nie chciał się włączyć. Najprawdopodobniej nawalił silniczek operujący lusterkiem. Czemu akurat teraz?! Nie mógł dzień wcześniej? Wzięłybyśmy wtedy inny aparat, a teraz mama musi się bawić tylko z telefonem. Niestety nie będzie profesjonalnych zdjęć ani filmów. Jest mi bardzo przykro :(

Na samym treningu było bardzo fajnie. Sojuz był rozluźniony (pomijając te momenty kiedy bał się wszystkiego dookoła) ładnie się wyginał. Robiłam dużo przejść, dodań i kółek. Niestety to siodło od Marty za nisko ma łęk tylny przez co tułów leciał mi do tyłu a nogi do przodu. Tak więc skupiałam się również na tym. Pani Basia mówiła że Smok ma ładną głowę i ogólnie całkiem fajnie chodzi tyle, że muszą na nim robić delikatniejsze przejścia. Już wcześnie zauważyłam to u siebie, że jak koń jest miękki w pysku i dobrze robi przejścia to wtedy za mocno działam rękami i np. zatrzymania wychodzą mi strasznie ostre. Będę musiała się z tym pilnować. Jeździliśmy na czworoboku kwarcowym, na którym jutro będę startować. To podłoże świetnie amortyzuje przez co ma się takie uczucie jakby odbijał się od ziemi jak piłeczka. Przez co konie dobrze się na nim czują i dobrze wyglądają. A wtedy jeźdźcy się mniej spinają i wszystko wychodzi pomyślnie. Miejmy nadzieję :)

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.