Jeszcze bardziej szalone zawody :P

Kolejny dzień zawodów przyszedł dość szybko, ale tym razem czułam się znacznie bardziej przygotowana zarówno dlatego, że nie były to już moje pierwsze starty na tych koniach od dłuższego czasu, a także ponieważ przeanalizowałam wszystkie przejazdy z poprzedniego dnia i wiedziałam co trzeba będzie poprawić (oczywiście nie twierdzę, że się udało :P).

Podczas drugiego dnia zmagań nastąpiła dość znacząca różnica w stosunku do soboty pod względem jakości jazdy na rozprężalni vs na parkurze. Mianowicie pierwszego dnia znacznie ciekawiej było podczas rozgrzewek, a z kolei w niedzielę na rozprężalni kucyki za każdym razem skakały dosłownie genialnie (mam świadków!), tymczasem okazywało się, że przejazdy konkursowe pełne były niespodzianek… Skupmy się wiec na parkurach :).

12583975_780984335339250_1985484754_n

12640351_798515513626988_752771496767378685_o

Co do Timonka to zarówno w L jak i w P nie jechało mi się najlepiej. Oczywiście nie oznacza to, że przejazdy były katastrofalne, bo i tak uważam za ogromny postęp małą liczbę zrzutek (na 4 przejazdy 3 na czysto :) ) i znaczne ograniczenie rolowania głowy Timka zarówno w skokach jak i zakrętach. Niestety jednak jeszcze dużo pracy przed nami. Podczas obydwu konkursów kucyk trochę zbyt mocno się ze mną zabierał przez co w konkursie L nie mogłam go skrócić przed przeszkodą i wyszło mi kilka bliskich odskoków, a także była sytuacja w drugiej fazie kiedy to chciałam zakręcić przed przeszkodami na stacjonatę nr. 11, tymczasem Timi chciał mi zaatakować biały okser nr.2. W takich sytuacjach powinnam najpierw próbować go zwolnić ciałem, potem zacząć działać półparadą o niskiej ręce, ale niestety gdy żadne z tych opcji nie działało, jako że mam tendencję do podnoszenia łap i ciągnięcia za wodze, tak właśnie się działo. Z jednej strony to dobrze, że kucyk jest chętny do skakania, ale zdecydowanie podczas treningów czeka nas jeszcze wiele pracy aby nauczyć kucyka odpowiadać na moje ciało (oraz aby nauczyć mnie nim działać :P).

Przejazd w P na Chenaro był całkiem przyzwoity, aczkolwiek niestety znów zapomniałam o lekkiej ręce i półparadach w czego wyniku ponownie kucyk zaczął się spinać i ze mną trochę za bardzo pędzić. Tak samo jak u Timka ciężko było mi go skrócić przez co przy jednej przeszkodzie wyszedł mi beznadziejnie bliski odskok, którego Czarek magicznie się wyratował. Z kolei w ostatniej linii w drugiej fazie, która to miałam jechać lekko do przodu na 6 fule ja schrzaniłam sprawę. Jak to zwykle dla Małgorzatki „lekko do przodu” nie może oznaczać odrobine mocniejszej łydki i lekkiego oddania wodzy, aby koń mógł swobodnie poszerzyć wykrok, tylko ścisnąć girami z całej siły… no i oczywiście przez to Małgorzatkę Czaruś zrobił się płaski jak dywan i drąg poleciał…. Ale w sumie to jeszcze nic w porównaniu do tego co miało się stać w N :P

Ogólnie parkur N-kowy jechało misie na Czarku najlepiej w życiu.

8254_798523526959520_4550501795528012720_n

Ja byłam rozluźniona, on był rozluźniony, aż można by nawet powiedzieć, że wyglądało to trochę flegmatycznie… (jeszcze trzy miesiące temu byłaby dzika dzida :P) Skręcało mi się bez problemu, kucyk skracał się super, lekki na ręku, no po prostu miodzio :D Znaczy byłoby miodzio gdyby nie największy, najstraszniejszy i najbardziej żenujący podtoczek życia!!! „7 fule głębszym łukiem, a nie 6 na pałę” mówił Głos Rozsądku (i trener), ale Małgorzatka nie słuchała… Szczerze Wam powiem, że w takich sytuacjach chciałoby się odpruć orzełka z piersi :P. Do tego nie mam pojęcia w jaki sposób, ale podczas gdy ja leciałam niczym ptak nad siodłem, Czarusiowi udało się jakoś wyratować z opresji. Niestety na niezbyt dużo się to zdało bo po tym jak już zostałam uratowana przez szyje mojego biednego konia i wreszcie wsiadłam tyłkiem w siodło, ogarnęłam się, że nie mam strzemion :P.

12630925_780984105339273_1618713814_o

Jako że nie chciałam się już do reszty skompromitować, fruwając z Czarkiem bez trzymanki postanowiłam zrobić woltę by złapać te głupie plastikowe strzemiona (które jak się okazało nie są wcale takie łatwe do uchwycenia), dopiero po której najechałam na ostatnią przeszkodę w pierwszej fazie. Powiem tylko tyle: koszmarnie klasyczny juniorski błąd… (dobrze, że jeszcze w tym roku jestem juniorem :P).

Podsumowując te jakże ciekawe zawody stwierdzam, że widać ogromne postępy w mojej współpracy z kucykami! Timi nareszcie skacze rzadko dotykając drągów, a z kolei jadąc na Czarku wreszcie nie obawiam się, że podczas albo po skoku stracę życie :D. Co do mojej spektakularnej wpadki musiałam jakoś się odwdzięczyć Czarkowi i oprócz oczywiście smakołyków i wydrapania go po całym ciele (co ostatnio zauważyłam, że uwielbia), jako że trudno byłoby żebym nosiła go na rękach, postanowiłam że dosłownie ucałuje jego kopyta (oczywiście po dokładnym wymyciu :P)…

 

Komentarze

15

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.