Przykuta do łóżka…

Dzisiaj miało być ujeżdżenie ze znaną sędziną ujeżdżeniowych zawodów, która specjalnie przyjechała do nas z Warszawy w ten deszcz. Ale niestety nie mogłam pojechać na ten trening, bo coś sobie zrobiłam w kręgosłup.

Już wczoraj bolał mnie od rana, ale wieczorem nie mogłam już z bólu wytrzymać. Boli na samym dole kręgosłupa, jak siadam, schylam się, przewracam z pleców na bok. Jestem złamana na pół, chodzę taka przygięta w pół, tak mnie boli. Dzisiaj zamiast na trening pojechałam do rehabilitanta do Pruszkowa, który ratuje wiele z naszych zawodników z Paszkowa. Naciągał mnie i naginał aż chrupało mi w krzyżu. Zaraz po zabiegu czułam się znacznie lepiej, ale potem ból wrócił. Teraz muszę cały czas leżeć. Są podejrzenia, że to przy pchaniu kulą coś mi się stało, bo to bardzo nietypowy i gwałtowny ruch jest dla kręgosłupa.

Szkoda mi było opuszczać ten trening. Szczególnie że rzadko mamy z tą panią jazdy i że przez następny tydzień nie będę jeździć, gdyż jadę  na wycieczkę szkolną w Góry Stołowe. W sumie to nie wiem do końca czy pojadę. Jeżeli jutro będzie mnie tak samo bolało jak dziś, to pewnie nie pojadę :( A przecież cały rok czekałam na tą wycieczkę! Jednak jeżeli na wycieczce musiałabym też leżeć w łóżku i nie móc nic robić to  bez sensu. I tak nawet jeżeli pojadę to będę musiała uważać no ale cóż… ja to mam szczęście :(

Ania była na treningu i powiedziała że było słabo. Było strasznie dużo osób i w sumie przejechała tylko jeden raz cały program i skończyła trening. Przynajmniej to dobre, że nie ominęłam zbyt dużo. Chociaż już zaczyna mi się nudzić w tym łóżku i już wolałabym jeździć w tym deszczu…

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.