Co tam u mnie słychać ;)
Witajcie po długiej przerwie :) Jak zapewne wiecie kilka dni temu wraz z moimi kopytnymi wyruszyłam w daleką i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu letniej przygody….
Witajcie po długiej przerwie :) Jak zapewne wiecie kilka dni temu wraz z moimi kopytnymi wyruszyłam w daleką i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu letniej przygody….
Drugi dzień zawodów zaczął się równie wcześnie jak poprzedni, ponieważ konkurencja skoków CIC1*J ponownie była pierwszym konkursem, czyli już o 8.
Zaczynam omawiać zawody w Strzegomiu z lekkim opóźnieniem, ponieważ podczas ostatnich dwóch dni po powrocie postanowiłam zrobić sobie prawdziwe wakacje, czyli odciąć się zupełnie od prawie wszystkiego :) Jako, że również koniki odpoczywały mogłam nareszcie cały dzień oglądać głupi serial albo iść na plażę, o czym marzyłam przez całe zawody z powodu okropnie wysokich temperatur.
Ostatni wpis był w całości poświęcony treningom i formie Czarka tak więc wreszcie nadszedł czas na Scottiego, o którym w sumie już dawno nie słyszeliście :) Ogólnie to jeżdżę na nim od powrotu z zawodów ujeżdżeniowych czyli ponad dwa tygodnie.
Wracając do nadrabiania zaległości w sumie tuż po zawodach ujeżdżeniowych niezbyt wiele się działo oprócz lekkich treningów.
Niestety w związku z mnóstwem sprawdzianów i nauki w szkole (jak to zwykle bywa pod koniec semestru :( ) ostatnio miałam bardzo mało czasu na zajęcie się blogiem, przez co znacznie mniej się na nim działo.
Był taki czas, gdy panicznie wręcz bałam się skoków na Czarku.
Niestety, co dobre szybko mija. Bardzo ciekawe były dla mnie te zawody i dały mi dużo do myślenia, szczególnie o różnicach między WKKW w Polsce i w Niemczech.
Po pierwsze jestem Wam winna wyjaśnienie. Na facebooku napisałam, że w samej kategorii juniorów w Everswinkel, jest 65 zawodników zgłoszonych na 115 koniach.
Wyprawa zaczęła się wczoraj w południe, gdy wyjechałyśmy z Gdańska.