Przedwczoraj jako, że po tygodniowych wakacjach wrócił do Sopotu Pan Łukasz odbyły się pierwsze prawdziwe treningi od zawodów w Strzegomiu (przynajmniej w moim przypadku). W poprzednim wpisie zadeklarowałam, że tym razem napiszę więcej o jeździe na młodziakach, tymczasem w sumie nie mam zbytnio nad czym rozpisywać. Nie wiem jako to się dzieje, ale gdy tylko pojawia się na horyzoncie Trenejro dosłownie wszystko zaczyna wychodzić o wiele lepiej. Z tego faktu zdałam sobie sprawę po dzisiejszym treningu skokowym na Sojuzie, ponieważ z dnia na dzień zaczął chodzić super :D
We wtorek zdążyłam mieć trening z Panem Łukaszem tylko na dwóch młodych, a Sojuza miałam za zadanie poruszać sama. Trenejro chyba czytał w moich myślach (już z lekka dosyć miałam ujeżdżenia), ponieważ kazał przyjeżdżać na plac w siodle skokowym. Oczywiście biorąc pod uwagę tygodniową przerwę od roboty kucyków, nie skakaliśmy niczego dużego. Głównym celem jazdy na obydwu koniach było posłuszeństwo (pod względem kierunku jazdy, tempa i precyzji), a także rozluźnienie. Co do Chenaro obydwa założenia były wykonane prawie całkowicie. Jako, że już wcześniej pracowałam na nim nad rozluźnieniem przejeżdżając przez drągi i cavalletki, podczas jazdy skokowej przyszło ono znacznie szybciej. Trochę gorzej wychodziło to ćwiczenie w galopie, ale w miarę jazdy po kołach i przejeżdżania przez drągi po łuku, kucyk trochę się odprężył.
Ostatnią częścią treningu było przejechanie mini parkuru zbudowanego z kilku 60 cm przeszkód. Tak jak zawsze moim zadaniem było utrzymywanie równego, aczkolwiek spokojnego tempa, równe dojazdy do przeszkód (skakanie takich przeszkód ma największy sens gdy przejeżdża się przez nie jak przez cavalettki- podjeżdżanie podstawionym i zebranym galopem tuż pod przeszkodę żeby sprowokować konia do mocniejszej pracy grzbietu i baskilowania). Do tego doszły jeszcze dwa główne cele: pilnowanie żeby koń był rozluźniony (poprzez półparady, koło podczas zakrętów itp.) oraz pozycja mojego ciała szczególnie podczas lądowania. Pierwszy przejazd nie był zbyt udany, ponieważ zarówno ja jak i koń byliśmy lekko poddnenerwowani (w sumie nie wiem dlaczego), ale już następny parkur jechało się bardzo przyjemnie, szczególnie, że w końcu odważyłam się posłuchać rady Trenejra i zarówno podczas najazdów jak i samego skoku trzymałam mocno zamknięte palce. Wcześniej nie przekonywał mnie ten pomysł ponieważ wychodziłam z założenia, że lepsze jest lekkie wypuszczenie wodzy z ręki niż żeby koń miał za mocny kontakt na pysku w locie lub nawet został szarpnięty. Dlatego na początku myślałam, że Czarek zacznie mnie wyciągać w czego konsekwencji znów będę latać po siodle, tymczasem on „dopasował się do mnie”. Nie chcę zapeszać, ale możliwe że jest to namiastka kolejnego przełomu… :D
Timoncioszek (używam coraz wymyślniejszych przezwisk :P) również podczas tego treningu skokowego zachowywał się bardzo kulturalnie. Jedynym momentem gdy musiałam bardziej zdecydowanie pokazać mu kto ma kontrolę były przejazdy przez drągi po łuku, kiedy to zaczął wyrywać się do przeszkody. Podczas tzw. „ustawiania koni” bardzo ważne jest wyczucie sytuacji- trzeba wiedzieć kiedy przestać, ponieważ jeżeli za bardzo dokręci się koniowi śrubę może on być już tak zagotowany, że w konsekwencji nie wytrzyma psychicznie. W ten sposób jeździec zamiast pomóc i nakierować konia na wykonywanie ćwiczenia w lepszy sposób doprowadzi do utraty koncentracji i motywacji konia. Właśnie dlatego, że ja jeszcze nie mam takiego wyczucia (poza tym często się nakręcam) staram się unikać takich sytuacji jeżeli jeżdżę sama. Wracając do treningu ogólnie skakało mi się bardzo dobrze, aczkolwiek jeszcze dość sporo czasu minie zanim zgram się z Timonem na tyle by sobie bardziej ufać. Jak na razie przez moje obawy dotyczące atakowania przeszkód przez Scottiego zaczynam go za bardzo trzymać wodzami, przez co paradoksalnie prowokuję go do przyśpieszania. I zaczyna się gotować. Co prawda i tak już zauważyłam postęp, ponieważ przynajmniej oprócz ręki czekam do skoku ciałem :).
Wczoraj miałam trzy treningi z czego dwa ujeżdżeniowe i jeden skokowy na Sojuzie. Odnośnie jazd na Czarku i Timim, kucyki chodziły jeszcze lepiej niż dnia poprzedniego, a szczególnie ucieszył mnie fakt, że udało mi się stuprocentowo rozluźnić Czarka w galopie, co wcześniej sprawiało mi ogromny problem. Na Sojuziku tak samo jak poprzedniego dnia na młodych – głównym celem było rozluźnienie konia. Jako, że znamy się już ze Smokiem od dawna, wiem, że nie jest on skłonny do pracy da dole po drągach, dlatego postanowiłam wspomóc się czarną wodzą. Na początku skoków trochę zajęło mi przestawienie się pod względem stylu jazdy, ponieważ tak jak na młodych akcja dzieje się dość szybko (same galopują do przeszkód jak również sam lot jest dość krótki), tak na Sojuzie to wszystko odbywało się jakby w zwolnionym tempie- duże fule generowały wrażanie powolnych, majestatycznych ruchów :P
Rozluźnienie Smoka miało swoje efekty uboczne, a mianowicie w tym stanie kucyk wymagał ode mnie ogromnego wsparcia łydką, przez co po jednym przejechaniu takiego parkuru byłam już zgrzana. Co było fajne dzięki temu jakby spowolnionemu ruchowi zarówno ja jak i Sojuz mieliśmy dużo czasu żeby dopracować swoje ruchy. Dzięki wolniejszemu i bardziej zebranemu golopowi Sojuz był bardziej zmagazynowany i osadzony na zadzie, przez co mógł w końcu bardziej się pociągnąć w skoku, lepiej złożyć i zabaskilować. Sojuz to jest jednak koń, który jest świetnym nauczycielem dla juniora. W tym zwolnionym tempie wszystko można przygotować i wykonać zgodnie z założeniami, a co najważniejsze on i tak pracę wykona i wynik będzie zrobiony. To jest właśnie prawdziwy koń profesor :)






Komentarze
asia
Eh też by mi się przydał taki koń profesor :P
wiktoria
Super jest coraz lepiej oby tak dalej :)
Ola
Jakże szkoda, że tak rzadko można spotkać takie wspaniałe konie jak Sojuz…Koń profesor to bezcenny skarb, a czasami mam wrażenie, że to ginący “gatunek” koni.
justii
Oj tak skarb :) aczkolwiek w dalszym działaniu zaczyna być nudne to, że koń wsxystko zrobi za ciebie ….
konik6628
Super, że robicie postępy :)
Zuza
Hej! Mam pytanie odnośnie Sojuza, jeśli nie cujesz się komfortowo odpowiadając na nie to nie ma sprawy. Rozumiem :) A chodzi mi o cenę za jaką go kupiłaś i czy była ona taka, a nie inna z powodu jego umiejętnośći, osiągnięć czy może rasy/rodowodu?
Zebrazklasa
Cena była spowodowana tym co on umie i jakie ma osiągnięcia za sobą. Jak go kupiliśmy on z sukcesami chodził dwie gwiazdki a takie konie kosztują…
NowA FioletowA
Nie myślałaś żeby jakaś książkę\ artykuł napisać? Coraz lepiej ci idzie samo pisanie na blogu :D
Marcin
Podpinam się pod pytanie NowA FioletowA :) Wstawiasz duuużo wpisów z naprawdę ciekawymi informacjami, taka książka mogłaby zmotywować osoby w Twoim wieku do rozpoczęcia przygody z jazdą konną. To wspaniała umiejętność i przyjemność :)
Ania
Gratuluje postępów! Czarek jest cudowny <3
Gosiu, czy możesz napisać co robić jeżeli koń wiesza się na wędzidle?