Prawdziwa zimowa praca

Można by pomyśleć, że zima podczas której da się trenować jedynie na hali jest dla wkkwisty mniej pracowitym okresem w sezonie jeździeckim. Tymczasem okazuje się, że gdy skończą się zawody wkkw rozpoczyna się największa praca nie tylko skoncentrowana na koniu, lecz także na jeźdźcu…

Cieszę się, że zaczekałam do dzisiaj z napisaniem postu, ponieważ w poniedziałek po jeździe dominowały we mnie raczej negatywne emocje, tymczasem dzisiaj znacznie mi się poprawiło. W poniedziałek miałam pierwszy prawdziwy trening skokowy na Rudym, a przy okazji chyba drugi mój od zawodów w Strzegomiu. Te dwie kwestie złożyły się na niezbyt udany trening :(

Ćwiczenia które wykonywałam podczas tego treningu nie były bynajmniej skomplikowane. Właściwie pan Łukasz specjalnie wybrał akurat szereg gimnastyczny, żebym nie musiała nic innego robić oprócz składania się do skoku. Tak jak już wspominałam zaczęła się zima i tak jak w sezonie, kiedy to na zawody jeździ się prawie co dwa tygodnie nonstop, a są one jedynym sprawdzeniem umiejętności, tak teraz nareszcie można naprawdę skupić się na pracy. Trenejro rozpoczął swój plan nauki od mojego dosiadu… i okazało się, że jest prawie zupełnie zły. Oprócz problemów w dosiadzie ujeżdżeniowym (nogi za bardzo z przodu, plecy zaokrąglone, brzuch bardziej wypięty do przodu itp) doszedł jeszcze półsiad zarówno w galopie jak i w skoku. Niestety w moim przypadku zostałam źle nauczona, co skutkuje złymi nawykami, które o wiele trudniej jest wykorzenić niż po prostu nauczyć od nowa. Z tego powodu już byłam trochę podminowana, a do tego doszedł jeszcze Chenaro, który tak poprawia zadem, że człowieka zupełnie wywala z siodła- spotęgował moje uczucie „nic nieumienia” :(

Przy małych przeszkodach nie było jeszcze tragedii, lecz gdy podchodziły one już pod metr mój dosiad stał się dużym problemem. W sumie nie jestem wam w stanie powiedzieć co źle robię, bo sama tego nie czuję (muszę załatwić kogoś do nagrania mnie!!!). Jedyne co wiem to to, że za bardzo wstaję w strzemionach (ale może to być spowodowane tym, że trener wydłużył mi strzemiona do skoków o dwie dziurki, więc po prostu muszę się przyzwyczaić), za bardzo się cofam przy lądowaniu- tak jakby to był zeskok 2 metry w dół (to już wcześniej wiedziałam) i ogólnie jak to ujął pan Łukasz „za dużo się ruszam”.

Po tamtej jeździe tłumaczyłam sobie, że jeszcze musimy się zgrać… i myślałam że przynajmniej na Sojuzie będzie dobrze, myliłam się. Na Sojuzie było nawet gorzej ponieważ nie dość że źle siedziałam to jeszcze odgrywał jakieś szalone, zupełnie niekontrolowane dzidy. Na przykład pamiętam taka jedną akcję gdy właśnie po skoczeniu pojedynczej stacjonaty nagle Smok wystartował i wtedy miałam taką fajną rozkminę: czy pociągnąć za wodze—–> nie, bo znowu trener powie, że mam łokcie za plecami i to dlatego Sojuz ucieka, czy zabrać się z koniem i objąć go łydkami tak jak trener wcześniej mówił—–> ale wtedy będę tak galopować w nieskończoność… Wybrałam więc trzecią opcję czyli telefon do przyjaciela :P Zapytałam się pana Łukasza co zrobić: objąć łydkami i zrobić kilka krótki mocnych półparad.

Jak już mówiłam na szczęście zaczekałam z wpisem do dzisiaj kiedy to miałam kolejny trening skokowy. Założenie było żeby pojeździć przez drągi i może skoczyć coś małego :P Podczas dzisiejszej jazdy prawie cały czas rozkminiałam co zrobić żeby lepiej siedzieć. Ogólnie pan Łukasz cały czas powtarza żebym ciągnęła pięty do ziemi, biodra miała z tyłu i głowę skierowaną do góry tak by plecy ułożyły się w lekką kaczuszkę i łokcie blisko ciała, ciągnęła jakby do kolan. Trochę dużo do zapamiętania jak na może dwie sekundy lotu nad przeszkodą. Dlatego właśnie myślałam jakby to zrobić żebym na przykład nie odchylała się tak na lądowaniu (nie powiedziałam tego wcześniej ale to też trochę wyszło z tego, że Rudy jeżeli nie jest podparty łydką po skoku to potrafi sobie podbryknąć :P) stwierdziłam więc, że będę starać się trzymać ręce cały czas blisko grzywy (i działało) :)

Po ćwiczeniu z drągami po łuku i stacjonatką, które przejechałam chyba z milion razy w półsiadzie przeszliśmy już do pojedynczych skoków, czyli stacjonatki z podmurówką i okserka z rowem. Na początku mi się Rudy trochę zawahał, więc musiałam mocniej zadziałać, ale ogólnie skakało bardzo dobrze. Co dziwne w większości przypadków pasował mi dystans do przeszkody, więc chociaż z tym nie było problemu. Przy niektórych skokach nadal trochę traciłam równowagę, aczkolwiek o wiele mniej niż w poniedziałek. Wydaje mi się, że nawet ta jedna jazda już wiele dała mojemu ciału w przyzwyczajaniu się do nowego rumaka, zobaczymy jak będzie dalej, ale po dzisiejszej jeździe jestem pełna optymizmu (w sumie muszę bo za dwa tugodnie jadę zawody skokowe :P).

Komentarze

12

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.