Bez zrzutek przez świat :P

Dzień wczoraj zaczął się miło, bo nie trzeba było lecieć do stajni o świcie. Mój konkurs zaczynał się o 10.30 a ja byłam dość daleko na liście. W klasie L startowało 112 par!

Gdy zajechałam na rozprężalnie przed pierwszym startem jak zwykle był tam mega chaos. Na początku Czarek był spokojny, cały czas starałam się go rozluźniać, ale nie było to łatwe ponieważ co chwilę trzeba było się z kimś mijać lub też nagle zatrzymywać by uniknąć zderzenia. Niestety po kilku takich akcjach Chenaro stał się trochę nerwowy, co było szczególnie widoczne po skoku kiedy zaczynał mi pędzić. Dlatego moim zadaniem było zatrzymywanie się po skoku na wprost, aby pokazać mu że ma się mnie słuchać.

Odnośnie przejazdu, był on bardzo ładny wynikowo i z tego co słyszałam od mamy (czy też widziałam na filmie) wyglądał też przyzwoicie. Niestety to co czułam to zupełnie inna bajka. Po raz kolejny miałam problem z kontrolą nad koniem. Tak jak na poprzednich zawodach pierwsze kilka przeszkód (w tym przypadku 5) było ok lecz później już on zaczynał pędzić (w moim odczuciu) a ja zaczynałam mu wisieć na pysku. Głównym jednak problemem jest to, że nie wiem co robię źle. Trenejro mówi, że zaciskam się nogami przez co wywieram na nim presję, a że robię to nieświadomie to też chcę go zwolnić i wtedy on się wkurza- robi się zamknięte koło :( Dlatego własnie przed konkursem P ustaliliśmy z trenerem, że jeżeli będę czuła, że Czarek robi się płaski i leci ze mną to przed szóstą przeszkodą mam zrobić woltę, podczas której doprowadzę konia do porządku, zbiorę go dzięki czemu jego galop będzie bardziej okrągły i jakby zacznę parkur od początku ( muszę jeszcze nad tym popracować). Przynajmniej fajne jest, że cokolwiek działoby się na parkurze zawsze to ładnie wygląda z zewnątrz… :)

Sojuz to jak zwykle inna bajka. W P-teczcie nie ma specjalnie o czym mówić. Natomiast Nkę Trener nazwał moim najlepszym parkurem, głównie dlatego, że cały czas jechałam z głową. Przeszkody 120 cm to już nie są takie małe skoki, nawet dla tak dużego konia, dlatego moim głównym zadaniem było żeby Sojuz galopował energicznie i żeby był podstawiony. W jego przypadku można było to osiągnąć poprzez lekkie wkurzenie go z jednoczesnym podjaraniem, dlatego przed pierwszą przeszkodą musiał dać mu kilka lekkich bacików, mocniejszą łydkę i wio… Moja “jazda z głowa” polegała na tym, że gdy tylko Smok wymykał mi się spod kontroli, zaczynał ze mną pędzić to byłam w stanie sprzedać mu mocniejszą półparadę, czy też użyć mocniej łydki, tak aby przywrócić go do porządku. Jednocześnie podpierałam go łydką, ogarniałam otoczenie (i pamiętałam parkur :D) Co prawda przy chyba dwóch zakrętach kiedy to było za mało łydki w zakręcie był za bliski odskok (np przed 7- fioletowy okser) ale na szczęście Sojuzik mnie wyratował :) Z kolei do dziesiątki wyszedł mi daleki odskok dlatego musiałam przyspieszyć przed nią i od tej pory Smok poczuł wiatr w skrzydłach- po każdej następnej przeszkodzie była dzida. Tak więc nie ścigając się ukończyłam ten konkurs na 19 miejscu na 57 koni, co jak na naszą pierwszą oficjalną Nkę uznaję za dobry początek! Też fajnie, że oba konkursy były na czysto, Smoczek się bardzo starał i wyginał za co kocham go jeszcze bardziej niż zwykle ;)!

Komentarze

13

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.