Dwa razy cross w Strzegomiu

Próba terenowa na zawodach w Strzegomiu była zdecydowanie najbardziej wyczekiwana przeze mnie, lecz równocześnie była częścią, której się najbardziej bałam. Żadna z tras crossu nie była mega trudna. W klasie P przeszkody były raczej małe, a jedyne co mogłoby sprawić większe problemy to linia z beczek w lasku (koń mógł się zdziwić ponieważ nagle robiło się ciemno a przeszkoda “wyskakiwała” szybko), a także linia pod koniec crossu złożona z białego półwałka i wąskiego frontu (biedronki) po łuku.
Z kolei w 1* za pierwszym razem gdy szłam z Trenejrem wszystko wydawało się takie duże i straszne, ale w miarę jak oswajałam się z trasą stwierdzałam, że w sumie jak na tą klasę nie jest zbyt trudna (na przykład porównując do Racotu w tamtym roku). Oczywiście na każdej przeszkodzie należało zachować czujność, ale co do Timona byłam trochę spokojniejsza po ostatnim treningu crossowym w Sopocie, kiedy to kucyk skakał wszystko bez problemu. Niestety odnośnie Czarka nie miałam jeszcze tego spokoju ducha gdyż na treningach raz nam się udawało, raz nie, a do tego zupełnie nie wiedziałam jak on się zachowuje podczas startu. Podsumowując emocje sięgały zenitu…

Na rozprężalni przed P nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz mojego upadku (odskakujący koń+ luźny popręg+ moje nieogarnięcie= gleba).
IMG_6447IMG_6448
Chyba mam jakiś talent, nie odnośnie samych upadków (chociaż ostatnio mega często mi się zdarzają), ale do zlatywania tuż przed startem (to już chyba 4 taki przypadek).  Nie wiem czy kiedyś tego doświadczyliście, ale naprawdę upadki przed startem pomagają. Dosłownie czuje się to tak, jakby się spuściło powietrze z balonu, który mógłby za chwilę wybuchnąć. Oznacza to, że wsiadając na konia byłam bardziej rozluźniona, dzięki czemu lepiej siedziałam i o wiele lepiej mi się jeździło. Szkoda tylko, że kamizelka powietrzna jest już w tym przypadku nieprzydatna i kros musiałam jechać tylko w zwykłej kamizelce skokowej…
11125260_884371734938665_89917677827367499_n
11046557_884370864938752_668680470111723084_n
Co do samego crossu ogólnie jechało mi się bardzo fajnie. Kucyk się dobrze prowadził, skakał wszystko prawie bez zawahania (musiałam go mocniej przytrzymać przy pierwszej beczce), a z czego jestem bardzo zadowolona- nie wywalało mnie (no może na jednej przeszkodzie :P). Co ważne w początkowej części trasy trzeba Czarka szczególnie mocno dojeżdżać i dawać jasne sygnały dokąd ma jechać. Tak jak na przykład Sojuz gdy się go jakby zostawi to on galopuje sam z siebie pewnie do przodu, tymczasem Charek w takiej sytuacji zaczyna robić wielkie oczy, rozglądać się dookoła (w ten sposób dostrzegając różne straszne rzeczy), za to jeżeli się go prowadzi pewnie na pomocach jest zupełnie bezproblemowy (szczególnie po jakiejś 4 przeszkodzie, kiedy to się już trochę wkręci). Co fajne kucyk cały czas pozostaje bardzo czujny na pomoce jeźdźca, dzięki czemu można na nim łatwo robić małe zakręty, skracać i dodawać. Tak więc po tym crosie byłam mega zadowolona zarówno z konia jak i ze mnie, ale nie można było popadać w euforię, bo to przecież jeszcze nie koniec…
Główne założenie odnośnie przejazdu na Timim było: nie martwić się o czas, miałam galopować takim tempem żebym miała kontrolę, a skupić się na przeszkodach. I tak właśnie starałam się zrobić. Ogólnie Timon skakał wszystko bez większego problemu (jedyne zawahanie zdarzyło mu się przy hyrdzie na górce, ale możliwe, że za późno zaczęłam jechać go w przód przed skokiem- niestety ta przeszkoda się nie nagrała).
 11081030_884372518271920_568140740289408355_n
Timon atakował prawie każdą przeszkodę a moim zadaniam był tylko czekać. Co do kontroli- nad tempem była całkowita i w sumie mogłabym jechać trochę szybciej, gdyby nie to, że przez przeganaszowywanie Timona kontrola skręcalności była trochę gorsza (co szczególnie widać na dwóch hyrdach po łuku gdy mało co nie trafiłam w tą drugą). Wiem, że gdy Timon tak robi oznacza to że za mocno trzymam za prawa wodzę, jednak głównym problemem jest sposób w jaki mam mu tą głowę podnieść (aktualnie im bardziej próbuję tym bardziej Timi ją opuszcza). Z tego powodu, a także ponieważ wydawało mi się, że trochę latałam w siodle, nie byłam już tak zadowolona z tego przejazdu, chociaż z drugiej strony bardzo się cieszyłam ze zdobytych gwazdkowych kwalifikacji oraz z tego, że Scotty mega się starał podczas tego krosu (poza tym po obejrzeniu filmu uznałam, że wcale nie wyglądało to tak źle :D).
Następnie po przerwie na nagrodę dla kucyków oraz żarełko wyruszyliśmy w długą podróż do Sopotu, by zajechać tam koło 12 rozpakować konie, pozawijać nogi…… i wreszcie iść spać ok godziny 3 rano…
Teraz w planach treningi przed Jaroszówką (11-12.04.15), rozdzielone króciutką przerwą na wizytę w domu na święta.

Komentarze

21

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.